Michał Trochelepszy
Junikowo – obecnie dzielnica
Poznania, która kryje w swojej historii mnóstwo
interesujących, pod względem historycznym i nie tylko,
ciekawostek, o których jego mieszkańcy mogą nie
wiedzieć. Dlatego właśnie chciałbym przybliżyć fragment
takowej historii, związanej z obozem jenieckim i obozem
pracy na terenie Junikowa podczas okupacji Poznania
przez wojska niemieckie w latach 1940-1945.
Kiedy niemieckie odziały wojskowe
wkraczały do Poznania był początek września 1939 roku. W
Junikowie żołnierze Wehrmachtu, którzy nadciągali od
strony Plewisk pojawili się rankiem 12 września. Były to
niemieckie oddziały motocyklowe. Po rozpoznaniu terenu
jeden z oddziałów, tego samego dnia, zajął budynek
Szkoły Powszechnej przy ul. Junikowskiej ( dziś Liceum
Plastyczne im. Piotra Potworowskiego ), reszta ruszyła w
kierunku centrum.
Do 1 kwietnia 1940 roku Junikowo
funkcjonowało na zasadach sołectwa, potem zostało
włączone przez okupacyjne władze do Poznania pod
urzędową nazwą Posen-Lanzingen. Rolę sołtysa w tym
czasie pełnił miejscowy ogrodnik, Niemiec, Karl Holz.
Urząd ten, w administracyjnej nomenklaturze niemieckiej
nosił nazwę Burgermeister. Aby utrzymywać prządek na
terenie Junikowa został powołany do życia posterunek
policji ( Schutzpolizei ), który znajdował się na rogu
ulic Ziębickiej i Grunwaldzkiej
Historię Obozu Posen-Lanzingen
możemy podzielić na dwa okresy: pierwszy to czas kiedy
na terenie szkoły przetrzymywani byli jeńcy wojenni;
drugi to okres, podczas którego utworzono obóz pracy dla
ludności żydowskiej.
W drugiej połowie września 1940 roku na terenie szkoły
zaczęły się przygotowania do przyjęcia jeńców
schwytanych w czasie kampanii francuskiej. Przygotowania
polegały na otoczeniu budynku podwójnym drutem
kolczastym, wybudowaniu i obsadzeniu trzech wieżyczek
strażniczych. Ponadto 26 października tego samego roku
żołnierze zajęli dom zamieszkały przez panią Franciszkę
Styp-Rekowską przy ul. Junikowskiej i przyłączyli go do
kompleksu obozowego w charakterze szpitala. W mieszkaniu
państwa Rapiorów, które znajdowało się przy kościele
stacjonowali strażnicy, a sam komendant obozu mieszkał u
księdza Leonarda Gierczyńskiego. W domu Anny Mańczak
urządzono kancelarię obozu.
2 listopada przysłano pierwszych
jeńców wojennych, żołnierzy angielskich, w liczbie ok.
300-350. Cytując za Ewarystem Czabańskim: Byli
wychudzeni, zarośnięci i obdarci. Na nogach mieli
drewniane saboty
Ci oto jeńcy dołączyli do swoich
kolegów, którzy będąc również w niewoli, przetrzymywani
byli w Forcie VIII ( Grolman ), budowali ul. Grunwaldzką
i pracowali w samym Forcie, w podziemiach, gdzie
znajdował się magazyn sanitarny (Sanitatspark ). Czas
pracy wynosił średnio 10 godzin dziennie, od 7.00 rano
do 17.00 . Z powodu ciężkiej pracy fizycznej oraz
skąpych racji żywnościowych wielu z jeńców umierało z
przemęczenia i głodu. Chleb dostarczany był podczas prac
w następujący sposób: w sklepie, który był własnością
Stefana Czabańskiego (ul. Junikowska) wystawiany był
kosz, do którego ludność miejscowa mogła wrzucać żywność
dla jeńców (jedynie chleb, wszelkiego rodzaju tłuszcze
lub cukier były zabronione – dlatego też zakazane
artykuły były szmuglowane w bochenkach chleba).
Po trzech tygodniach pobytu w
obozie, Czerwony Krzyż przysłał paczki do jeńców ze
Szwajcarii, które zawierały żywność i odzież. Dla jeńców
przygotowane były dwa rodzaje mundurów: pierwszy - do
pracy, drugi "odświętny".
W okolicach 24 grudnia 1940 do
obozu dostarczono pianino, jako "prezent" na Boże
Narodzenie. W chwilach wolnych grali na nim jeńcy, za
przyzwoleniem strażników oczywiście. Anglicy, w
relacjach świadków, odznaczali się zawziętością i hartem
ducha oraz humorem. Organizowali przedstawienia,
żartowali sobie ze strażników (jeden z jeńców miał
krzyknąć do zmieniających się na warcie strażników,
którzy pozdrawiali się "Auf Wiedersehen", po angielsku
oczywiście "In England!").
Dzięki dobrym kontaktom i
współpracy z mieszkańcami Junikowa (wymiana angielskich
papierosów na mapę okolic i cywilną odzież) miała
miejsce ucieczka z obozu. Był to jedyny taki przypadek w
historii obozu jenieckiego.
Zdarzył się również jeden nieprzyjemny incydent – jeden
z jeńców angielskich miał zgwałcić mieszkankę Junikowa.
Wynikiem tego gwałtu były narodziny chłopca, za którym
wołano później ”Anglik”. Jednakże jest to historia
zasłyszana i niespójna, bez potwierdzenia w źródłach
bądź w innej formie, dlatego należy do niej podchodzić z
rezerwą.
W następnym czasie przystąpiono
do dalszych prac związanych z ulepszaniem obozu.
Mianowicie wiosną 1941 roku zelektryfikowano obiekt.
Elektryfikacja polegała na tym, że umieszczono w szopie
znajdującej się na terenie obozu, silnik spalinowy i
prądnicę, dzięki czemu można było zamontować na
wieżyczkach strażniczych reflektory. Tym sposobem obóz
stawał się lepiej strzeżonym, a strażnikom takim jak
Paul Kurk ułatwiało to wartowanie w nocy.
Angielscy jeńcy z obozu
jenieckiego w Posen-Lanzingen zostali wywiezieni w maju
1941 roku i ślad po nich zaginął. Żyją jedynie w pamięci
ludzi, którzy byli świadkami owych zdarzeń.
Po nie długim czasie, bo już w
czerwcu, miejsce jeńców zajęli Żydzi. Zwożeni byli
głównie, jak podają źródła, z Łodzi, Warszawy i okolic
Poznania. Ich liczba szacowana jest na kilkuset. Oprócz
tego, że zajęli oni miejsce w obozie po jeńcach
angielskich, to zastąpili ich również przy pracach
związanych z budową ul. Grunwaldzkiej. Ponadto brali oni
udział w budowaniu ogrodu zoologicznego. Firmami, które
”zatrudniały” Żydów były: Hans Pracht u. Bittner, Hoch-
und Tiefbau; Firma Holzmann.
Za czasów kiedy w obozie
przebywali jeńcy wojenni najprawdopodobniej załogą
pilnującą byli żołnierze Wehrmachtu, jednakże kiedy
pojawiła się tam ludność żydowska zmieniła się ekipa. Od
tej pory komendantem obozu był major SS (SS-Sturmbannfuhrer
Männer lub Muller ), wartownikami byli żołnierze SS (
Wach- und Schliessgesell- schaft ), a funkcje
porządkowych pełnili żydowscy policjanci (
Judendienstordnung ). Ci byli wybierani spośród osób
przebywających w obozie. Kuszeni większymi racjami
żywnościowymi oraz skróceniem czasu pracy, zostali
uzbrojeni w pałki, którymi pilnowali porządku podczas
prac czy już w samym obozie; od innych więźniów
wyróżniali się poprzez noszoną na ramieniu żółtą
przepaskę.
Z powodu ciężkich prac i
niedożywienia, śmiertelność w obozie wzrastała z dnia na
dzień, średnio dziennie umierało kilku więźniów. Ciała
zmarłych wywożono poza teren obozu. Na ich miejsce
przywożono nowych więźniów.
W źródłach odnotowany jest
jedynie jeden przypadek wykonania egzekucji więźniów
obozu. Miejscem owej egzekucji były "Glinianki", czyli
akweny wodne przy cegielni, po drugiej stronie torów
kolejowych. Liczba szacowanych ofiar to 50-60 osób.
Egzekucji dokonało Gestapo, ciała zaś pochowano przy
Forcie V ( Waldersee I ). Odnotowano, że zwłoki były
przewożone na miejsce samochodami.
Ponadto możemy natrafić na
wzmiankę na temat funduszy wydanych na leczenie więźniów
z września 1942 roku: i tak dla obozu Posen-Lenzingen
było to 1.641 RM.
W sierpniu 1943 roku obóz został
zamknięty. Więźniów deportowano do KZ Auschwitz "überstellt",
jednakże ich los nie jest nam bliżej znany. Podczas
istnienia obozu pracy dla ludności żydowskiej odnotowano
jedną ucieczkę. Zbiegiem, za którym wydano list gończy,
był Efroim Polanski, urodzony 25.03.1918.
Jak można wyczytać z kronik
Szkoły Podstawowej numer 54 przed wybuchem wojny nauki
pobierało 532 uczniów, a kadra nauczycielska liczyła 10
osób. Zaś po wojnie kiedy budynek z powrotem
przekształcono w szkołę, zapisało się do niej 598
uczniów. Uroczyste rozpoczęcie nowego roku szkolnego
odbyło się 13 marca 1945.
Możemy również przywołać relację
świadka, który uczestniczył w pracach na rzecz szkoły w
1945 roku "W starej szkole, nie zniszczonej, mieścił
się szpital, nową znalazłem w opłakanym stanie.... górna
część budynku uległa zniszczeniu, straszliwie
przedstawiało się wnętrze.....szkołą zajmowali się zrazu
angielscy jeńcy, później Żydzi, a ostatnio zamieniono ją
na składnicę przyrządów chirurgicznych".
Tutaj ślad po obozie jenieckim i
obozie pracy dla ludności pochodzenia żydowskiego się
kończy. Jednakże gdyby okazało się, że ktoś po
przeczytaniu tego artykułu znalazłby zdjęcia związane z
omówionym przeze mnie tematem, bądź też miał
jakiekolwiek informacje na ten temat, chętnie
uzupełniłbym ową pracę.