Kontakt:

Stowarzyszenie Pomost
ul. Kłuszyńska 20/26
60-136 Poznań
tel. 061 861 92 75

 

Tomasz Czabański

prezes

tel. 601 469 494

 

Maksymilian Frąckowiak

archeolog

tel. 667 609 494

 

Adam Białas

kierownik robót

tel. 603 609 494

 

Paweł Łagódka

przedstawiciel regionalny na Wielkopolskę Południową

tel. 695 938 931

 

Przemysław Pasternak

przedstawiciel regionalny na Wielkopolskę Wschodnią

tel. 663 717 571, 603 098 424

 

 

 

Okupacyjne Święta Wielkanocne w Junikowie

Junikowianie, podobnie jak wszyscy mieszkańcy Poznania i całego Kraju Warty, przeżywali aż pięć Świąt Wielkanocnych pod niemiecką okupacją. Warto cofnąć się pamięcią do owych smutnych czasów, by choć na chwilę uświadomić sobie jak obchodzono je wtedy w Junikowie.

Pierwsza wojenna Wielkanoc w 1940 roku jeszcze niewiele różniła się od dawnych. Było święcenie potraw. Była tradycyjna Msza św. rezurekcyjna. Nawet z żywnością nie było wówczas najgorzej. Zabrakło jednak tak charakterystycznych dla Junikowa zwyczajów związanych z tym świętem. Zamiast wesołego pochodu z niedźwiedziem, po ulicach krążyły patrole niemieckiej policji. Wielu mieszkańców opłakiwało poległych, wielu żyło w niepewności o los zaginionych czy też aresztowanych. Wszyscy żyli jednak niezłomną nadzieją, że i dla nich zaświeci kiedyś słońce. Nikt jednak nie przypuszczał wówczas, iż najgorsze jest jeszcze przed nimi.

Już następne Święta Zmartwychwstania Pańskiego różniły się od poprzednich diametralnie. Po aresztowaniu i wywiezieniu do Dachau ks. proboszcza Leonarda Gierczyńskiego, zamknięto kościół. Nie święcono już potraw. Aby uczestniczyć we Mszy św. trzeba było iść bardzo daleko, bo aż do kościoła Matki Boskiej Bolesnej na Łazarz. Warto też wiedzieć, że był on jednym z dwóch kościołów na cały Poznań wyznaczonych dla Polaków. Na drzwiach kościoła wisiała emaliowana tabliczka z napisem: "Polnische Kirche". Mimo tak wielkiej odległości pokonywanej pieszo, Junikowianie licznie chodzili na Msze św.i to nie tylko w Wielkanoc.

Aby odprawić spowiedź wielkanocną trzeba było czekać godzinami w kolejce do konfesjonału, gdzie słuchał niestrudzony i zawsze cierpliwy, jedyny jaki ostał się w tej parafii, ks. proboszcz Frankiewicz. I proszę sobie wyobrazić, że ludzie czekali. Ale było to pokolenie nie skażone jeszcze materialistyczno – hedonistycznym bakcylem.

Po powrocie z kościoła w junikowskich domach zasiadano do tradycyjnej święconki. Ale właśnie, co to była za święconka? Dla lepszego zrozumienia twardych realiów tamtych czasów, trzeba zrekonstruować pokrótce sytuację żywnościową junikowskich mieszkańców.

W 1940 roku nie odczuwano jeszcze głodu, gdyż żywność sprzedawano wówczas na wolnym rynku, bez kartek. Dopiero na mocy zarządzenia Artura Greisera z dnia 7 lutego 1941 roku objęto reglamentacją wszystkie produkty rolne, a od 15 lutego tegoż roku sprzedawano mięso i przetwory z niego oraz masło, margarynę i olej tylko na kartki żywnościowe. Trzy miesiące później, to jest 5 maja 1941 roku system kartkowego przydziału żywności obowiązywał także dla innych artykułów, jak na przykład pieczywa, mąki, kaszy itp., a od 15 grudnia 1941 roku również marmolady. Kartki żywnościowe wydawano w Wirtschaftsamcie, który urzędował w domu p. Rapiora przy ul. Junikowskiej.

Tygodniowe normy przydziałów żywności dla dorosłych w okresie od 1941 do 1944 roku włącznie kształtowały się w zasadzie niezmiennie, z drobnymi odchyleniami w poszczególnych latach.

W 1942 roku wyglądały one następująco: Tygodniowy przydział: margaryny wynosił dla Polaków 100gram, mięsa wynosił dla Polaków 200 gram, dla Niemców 300 gramchleba dla Polaków 1000 gram, dla Niemców 2000 gram twarogu, dla Polaków 31,2 gram, dla Niemców 37,5 gram cukru, dla Polaków 225 gram, dla Niemców 259 gram mleka chudego dla Polaków 0,87 litra, dla Niemców 1,75 litra ziemniaków dla Polaków 3000 gram, dla Niemców 3000 gram kaszy zbożowej, dla Polaków 37,5 gram, dla Niemców 37,5 gram masła, dla Polaków nie przewidywano, dla Niemców 207,5 gram jajek, dla Polaków nie przewidywano, dla Niemców 1 sztuka czekolady, dla Polaków nie przewidywano.
Najwyższe racje żywnościowe przyznawano w Kraju Warty Niemcom. Oprócz reglamentowanej żywności otrzymywali oni jeszcze dodatkowo owoce cytrusowe, winogrona, owoce krajowe, słodycze.

W znacznie gorszej sytuacji znajdowali się Polacy. Ustalone dla nich normy wyżywienia były o ponad 200 kalorii niższe aniżeli ludności niemieckiej. Nie korzystali też oni z żadnych dodatkowych przydziałów żywności, z wyjątkiem niewielu osób zaliczonych do kategorii ciężko pracujących.

Od 10.IV.1940 roku wprowadzono zakaz uboju zwierząt, bez zezwolenia władz. Ludność polska nie mogła też kupować ryb, warzyw, pszennego pieczywa. Wszelkie zdobywanie żywności ze wsi było niemożliwe, ponieważ na każdy wyjazd poza obręb miasta trzeba było mieć specjalną przepustkę, a częste kontrole policyjne na drogach wychwytywały każdego, kto próbował przemycić żywność do miasta.

W takiej to sytuacji olbrzymia większość Junikowian cierpiała głód, który tylko w pewnym stopniu łagodziły skromne plony warzyw z domowych ogródków, lub też drobna przydomowa hodowla drobiu lub królików.

Co zaradniejsi mieszkańcy Junikowa wymyślali też różnorodne zastępcze artykuły żywnościowe. Starsza generacja naszych mieszkańców doskonale przypomina sobie placek z gotowanych, tartych ziemniaków z dodatkiem mąki, cukru, olejku migdałowego. Placek ten, lukrowany nawet, pieczono przeważnie na święta.

Kto dziś z młodych Junikowian uwierzy w to, że przyrządzano w owych latach wątrobiankę z płatków owsianych? Gotowane płatki owsiane przepuszczane przez maszynkę do mięsa mieszano z gęsto rozpuszczonymi drożdżami piekarniczymi. Dodawano trochę tłuszczu, majeranku i soli. Taką to namiastką wątrobianki, bo w smaku rzeczywiście trochę ją przypominała, smarowano chleb.

Smaczny i zdrowy był też razowy chleb, wypiekany w "Bratkaście". Zdobyte gdzieś okazyjnie ziarno żytnie moczono, mielono maszynką do mięsa lub śrutowano (w przypadku ziarna suchego) w młynku do kawy. Dodawano trochę mąki, kwasu chlebowego, soli i wypiekano.

Często artykuły spożywcze nabywane przez polską ludność były gorszej jakości. I tak sprzedawano kiełbaski tzw. Gemüsewurst. Były one znaczone fioletowym, podłużnym paskiem. Można je było kupić na kartki w podwojonej ilości. Z czego były one przyrządzane, że specjalnie je znaczono – nie wiadomo.

Mieszkańcy Junikowa chętnie je nabywali, zwłaszcza w okresach świąt, bo było ich więcej i można było zaspokoić głód. Można też było, zamiast należnej na kartki marmolady, nabyć w zwiększonej ilości jej namiastkę tzw. Brotaufstrich, czyli smarowidło do chleba, wyprodukowane z brukwi i marchwi, osłodzonej rakotwórczą sacharyną.

Znając już warunki żywnościowe mieszkańców Junikowa, możemy wyobrazić sobie menu tradycyjnego śniadania wielkanocnego. Chciałbym też podkreślić, że mieszkańcy naszego osiedla mimo ciężkich wojennych czasów, nie przestawali być ludźmi gościnnymi, z tym tylko, że w owych latach do dobrego tonu należało, aby goście przynosili ze sobą swoje racje żywnościowe.

Święta Wielkanocne spędzano przeważnie w domach, komentując wydarzenia wojenne, lub też opowiadając sobie co najciekawsze i dosadniejsze kawały polityczne.

                                                                                                                                                 Ewaryst Czabański




 

Copyright: Stowarzyszenie Pomost, kopiowanie materiałów ze strony bez zgody autora zabronione

www.pomost.net.pl

projekt: fryga.com