(…) Wiemy o tych organizacjach mało, możemy więc tylko
zwrócić uwagę na niektóre przejawy działalności tego
ruchu. Największą zasługą ośrodka była wprowadzona,
zwłaszcza w latach 1943/1944, wielka akcja ratowania
osób politycznie skompromitowanych i zagrożonych
aresztowaniem. (…) Członkowie przenikali do
administracji obozu przejściowego Arbeitsamtu na
Górczynie w Poznaniu (…) z którego (…) udawało się ludzi
zagrożonych, nie posiadających nawet dokumentów,
nielegalnie wysłać na roboty do Rzeszy. Tzn. na teren,
który mógł służyć (…) jako kryjówka przed Gestapo. Z
drogi tej korzystali (…) zdekonspirowani księża (…)
żołnierze Armii Krajowej i harcerze Szarych Szeregów.(…)
Ponadto ośrodek starał się o zwolnienie z obozu ludzi
starych i chorych, przeznaczonych na wyjazd na roboty
przymusowe do Rzeszy. (…) Inną znaną dziedziną
działalności ośrodka była opieka społeczna nad ludźmi
potrzebującymi pomocy. (…) Szczególnie zasłużył się
ośrodek przez wysyłanie paczek żywnościowych do obozów
koncentracyjnych. Ośrodek był poza tym w kontaktach z
księżmi, którzy prowadzili tajną działalność
duszpasterską, udzielał im pomocy w ucieczce na skutek
zdekonspirowania."
W czerwcu 1944 roku nastąpiła jakaś bliżej nieznana
wpadka i aresztowania. Zmusiło to Barbarę do podjęcia
błyskawicznej, lecz trudnej decyzji ucieczki do
Generalnej Guberni. Konieczny był pośpiech, bo Gestapo
lada moment mogło być na jej tropie. Plan ucieczki był
następujący: Barbara z kilkoma dziewczynami i męska
obstawą miała dotrzeć pociągiem w pobliże granicy,
skontaktować się z oczekującymi konspiratorami, którzy
mieli zaopatrzyć w sfałszowane dokumenty i zaopiekować
się grupą.
Plan jednak się nie powiódł. W czasie podróży, w okolicy
Koła w pobliżu miejscowości zwanej wówczas Hoppen,
podczas kontroli dowodów osobistych policjanci
rozpoznali w Barbarze i jej siostrze Teodorze osoby
poszukiwane przez Gestapo. W pewnej chwili padł strzał.
Doszło do strzelaniny. Zatrzymano pociąg. W ogólnym
rozgardiaszu cała grupa rozproszyła się. Każdy ratował
się na własna rękę. Basia wraz z Dorką ukryły się w
zbożu. Tymczasem Niemcy otoczyli cały teren i
przeprowadzali rewizje w okolicznych domostwach. Po
długim okresie czasu Basia zdziwiona panującą wokół
ciszą i sądząc, że Niemcy już odeszli, wychyliła głowę.
Ten moment zauważyli Niemcy. Rozległy się krzyki: "Hände
hoch" Basia podnosząc ręce do góry zdążyła jeszcze
powiedzieć do siostry: „Jestem zgubiona. Idę do nich, a
ty tu zostań i nie ruszaj się – żegnaj – nic im nie
powiem”. Natychmiast ją aresztowano i osadzono w
policyjnym obozie nr 9 w Inowrocławiu. Był to dzień 19
czerwca 1944 roku. Tymczasem Dorka z pomocą dobrych
ludzi w przebraniu wiejskiej kobieciny, z koszykiem i
dziabką, przeszła szczęśliwie zieloną granicę i dotarła
do umówionego punktu, w którym uzyskała potrzebne
dokumenty i schronienie. Tam tez przetrwała do końca
wojny.
Natomiast Basia, po krótkim pobycie w Inowrocławiu,
gdzie poddano ją brutalnemu śledztwu, została
przetransportowana 22 lipca 1944 roku do więzienia we
Włocławku. Tu czekała sześć dni na rozprawę, która
odbyła się 28 lipca 1944 roku.
Wkrótce po tej dacie Basia napisała do rodziców list.
Pisany był ołówkiem na papierze wyrwanym z torby po
cemencie i starannie zgniecionym. Dotarł do rodziców
drogą okrężną, przez współwięźniarki wyrzucony oknem i
ludzi prywatnych. Straszny musiał być protest wewnętrzny
młodego życia wobec śmierci, skoro 20-letnia dziewczyna
wołała w liście:
"Moja Kochana Mamo i Ojcze! Piszę do Was może ostatni
raz. Śniła mi się mama, że dawałaś mi 28 kropli na serce
i mówiłaś: weź, wypij, a będzie ci lepiej. O tak 28.7.44
miałam rozprawę i zostałam skazana na wieczne rozstanie
się z wami. Kiedy to nastąpi nie wiadomo. Lecz ten piszę
już w bransoletach. Mój kochany Ojcze, matusiu i bracie,
ratujcie mnie, ja nie chcę umierać, ja chcę żyć. Och
matko jak ja cierpię. (…) Tatusiu, może jeszcze da się
mnie uratować. O drodzy ja chcę żyć, ratujcie mnie.
Śniło mi się, że pożegnałam się z wszystkimi. Teraz
jestem w Leslau (Włocławek), a gdzie zginę, to nie wiem,
czy tu albo w Inowrocławiu lub w Poznaniu. Ja schudłam,
ważę 88 funtów.
Drodzy, kochani Rodzice, dziękuję Wam za trudy i
mozoły, jakie ponieśliście, aby mnie wychować,
przebaczcie mi to wszystko. Żal mi życia, ja nie chcę
ginąć, ratujcie – błagam was, ratujcie. Ściskam i całuję
Cię mamo, Ojcze, Bracie i Siostro. Żegna Was drogie
dziecko, które chce żyć, a nie może. Wasza na zawsze
będzie Basia.
Ratujcie, błagam Was, bo ja chcę żyć, nie mogę się
pogodzić z losem, że mam zginąć, o Boże, przed samym
końcem."
Potem 2 września 1944 roku nadszedł ten najboleśniejszy,
pisany na urzędowym formularzu, ostatni list od Basi.
Oto co pisze w rozkwicie swej młodości dziewczyna, która
wie, że za dwie godziny musi umrzeć.
Treść tego listu przepisuję z zachowanego oryginału:
"Droga Mamo i Ojcze!
Dziś po raz ostatni Wasze ukochane dziecko pisze. Za
dwie godziny zostanę stracona. Więc Droga Mateczko i
Tatusiu, żegnam się z Wami - nie rozpaczajcie za swym
dzieckiem, gdyż sama nie będę – czeka na mnie Isiu,
który mi się przyśnił i Ty, Droga Mamo, już się ze mną
pożegnałaś. Ja już się pogodziłam z Bogiem – mimo
wszystko ginę niewinna, tak pragnęłam żyć, tyle prosiłam
Boga i Matkę Jego i oczy wciąż widziały Ciebie, Mamo i
Tatusiu. Pamiętajcie, że Was kochałam i kochać będę.
Dziękuję Wam, Drodzy Rodzice za ten mozół i trud w
wychowaniu mnie, wiem, żeście mnie kochali ponad
wszystko i dla mnie pragnęliście tylko żyć. Lecz cóż –
dziś nadchodzi rozstanie się z Wami. Moi drodzy, a tak
nieocenieni Kochani Rodzice. Nie martwcie się. Proszę o
więcej modlitwy, gdyż beż księdza i bez spowiedzi św.
Odchodzę na tamten świat.
Ach Mamo, jakbym pragnęła skonać na Twych Rękach, na
Twym łonie – Tatusiu dziękuję Tobie za staranie się o
moje życie. Nie martwcie się, gdyż koniec bliski, a mnie
5 minut przed zakończeniem ginąć trzeba. Ja będę prosić
Boga, by Wam dobrze na tej ziemi było – ale niedługo się
zobaczymy, Mamo, bo ja pragnę, pragnę byście byli ze
mną.
Po 20 wiosnach mego życia zabierają Wam Wasze
dziecko, Basię i nie macie już do niej prawa. Grób mój
niech będzie razem z Isiem i tam kwiaty niech kwitną dla
mnie i na tej mogile niech moje zdjęcie będzie to w
kwiatach i wszystkim krewnym i znajomym dajcie.
Stefan i Siostro moi kochani i Was żegnam nie
zapominajcie o mnie, niech me imię na Waszych ustach
będzie. Mireczkę uściskajcie ode mnie i niech się dobrze
chowa i niech nie zapomina, że miała ciocię, która ginie
dla Boga i Wiary. Niech ten list będzie pamiątką z
pokolenia na pokolenie. Mamo i Ojcze, Moi Drodzy
Rodzice! Będę stracona o godz. 11-tej. Tak mi ciężko się
rozstać z tym światem i Wami. Całuję Twe rączki, moja
droga, które mnie piastowały i wszystkie cząstki ciała i
kosteczki Twoje, mamo i Ojcze dziękuję za ten trud
wychowania, a przepraszam za tę boleść, którą Wam
zrobiłam.
Całuję cie, Droga, Droga Mamo i Ojcze, żegna Was
Wasze dziecko. Basia
Proszę o dużo modlitwy. Do zobaczenia"
Wyrok wykonano przez powieszenie w więzieniu we
Włocławku 25 sierpnia 1944 o godz. 11-tej. Zaraz też
rozwieszono na mieście czerwone afisze ze złowrogim
obwieszczeniem:
"Sondergericht Leslau skazał na rozprawie w dniu 28
lipca 1944 roku Barbarę Grzesiak z Posen – Lenzingen za
niedozwolone posiadanie broni i za udział w gwałcie
przeciwko członkom niemieckiej policji pomocniczej na
karę śmierci (…) Wyroki zostały dziś wykonane.
Leslau a.d. Weichsel, den 25 August 1944"
A oto jak wyglądały ostatnie chwile życia Barbary
Grzesiak. Mam przed sobą obrazek matki Bożej Karmiącej.
Po wycofaniu się Niemców z Włocławka, znaleziono go w
jednej celi więziennej pod spisem inwentarza. Na
odwrocie obrazka, osoba której nie udało się ustalić,
prawdopodobnie jeden z oczekujących na swoja kolej
współwięźniów – napisał ołówkiem:
"Dnia 25 sierpnia 1944 roku o godz. 11-tej została
stracona Barbara Grzesiak, ur. 6.8.1924 r. z Poznania.
Schodziła z tego świata, jak sama pisała w swym ostatnim
liście, dla Boga i Wiary. Tak jak ona, zwracając swe
oczy w gorącej modlitwie – umierają tylko święci.
Podałem jej ostatnią szklanę wody. Pożegnałem ją,
przyjmując postawę żołnierską. Przez kilka chwil patrząc
sobie w oczy ona również wyprężyła swe zbolałe członki.
Fakt ten notuję w wielki bólu.
Z.S. Włocławek, 27.8.44"
Przytaczam też spisaną relację p. Jankowskiej, naocznego
świadka chwili stracenia Basi Grzesiak. Była także
więźniarką i pracowała w kuchni. Na usilną prośbę władze
więzienne pozwoliły jej towarzyszyć Basi w ostatniej
chwili:
"O godz. 9-tej Barbara schodziła wraz z
współtowarzyszami niedoli z pietra na świeże powietrze.
Kiedy znalazła się już na podwórzu, nagle otrzymała
rozkaz momentalnego powrotu do celi. Wchodząc na
korytarz, gwałtownie się cofnęła; zobaczyła bowiem
stojącego pod murem więźnia Michała Niewiadomskiego,
który także został skazany na śmierć. Był to młodzieniec
lat 22. On wskazał jej ruchem ręki, że nadeszła ostatnia
godzina. Barbara weszła do celi skazańców. W tej celi p.
Jankowska ubrała Barbarę w jej własne rzeczy, które
poprzednio wyprała i wyprasowała, splotła jej włosy w
warkocze. Skazana nasamprzód strasznie płakała, ale
później uspokoiła się i napisała poprzednio podany list
pożegnalny do rodziny. Gdy zbliżała się godzina 11-ta,
przybyła dozorczyni Niemka, nazwiskiem Wanda Biese i
wyprowadziła ją na miejsce stracenia. Barbara szła boso,
dość długą chwilę musiała stać pod szubienicą i
rozglądać się, jak inne Niemki z dozorcami śpiewali,
tańczyli i fotografowali się przy niej. Wreszcie
przyszła chwila rozstania się. Zawisła. Nie dość, że ją
powiesili, ale nadto zaczęli ją drągiem bić po biodrach,
tak, iż spódniczkę i bluzeczkę miała skrwawioną. Po
egzekucji Niemki w dalszym ciągu się naigrywały."
W dniu 25 listopada 1945 roku odbyła się we Włocławku
ekshumacja zidentyfikowanych zwłok Basi, a 1 grudnia
1945 roku na cmentarzu górczyńskim odbył się jej
pogrzeb. W 1957 roku nastąpiło ponowne przeniesienie
zwłok ( razem z jej bratem Zbigniewem ) z Górczyna do
Junikowa.
Łucja Fiszgal z Junikowa, osoba dobrze znająca sprawę
Barbary, już po wojnie powiedziała swej szkolnej
koleżance pani Irenie Grzesiak, że "Gdyby Basia ujawniła
w śledztwie tych wszystkich, którzy mieli udział w owej
akcji w którą się Basia zaangażowała, to zginęłoby razem
z nią około osiem dziewczyn".
Ta wypowiedź świadczy o sile charakteru i wielkim
poczuciu odpowiedzialności Basi, która nikogo nie
zdradziła, tajemnicę zabrała do grobu.
***
Powiedzą niektórzy: Po co ta bohaterszczyzna? Czy warto
było narażać a nawet poświęcać swoje życie? Przecież
można było przyjąć postawę konformistyczną lub choćby
kunktatorską, siedzieć cicho 9 jak mysz pod miotłą i
czekać. Czekać, aż inni za nas zrobią. Można też było
inaczej. Można było wyszukać niemieckich pradziadków,
podpisać niemiecką listę narodowościową i cieszyć się
białym pieczywem, przydziałową czekoladą, winem i
cytrusami. Można było popatrzeć na wczorajszych sąsiadów
okiem Űbermenschów. Można było to czynić w tym samym
czasie, gdy tacy jak Mścisław Frankowski, Włodzimierz
Krzyżankiewicz, Władysław Wrzesiński czy Barbara
Grzesiak – utratą swego życia – dokumentowali swoją
wierność Bogu i Ojczyźnie.
Piszę o nich – bohaterach, by odgrzebać ich spod pyłu
zapomnienia. Piszę o nich, bo brak nam dziś takich jak
oni – mocarzy ducha. Jestem przekonany, że obok tych
wiecznie kwękających, zrzędzących, stękających, potrzeba
nam dziś silnych osobowości. Potrzeba nam znów ludzi
wielkodusznych i prostolinijnych, potrzeba nam ludzi
NIEZŁOMNYCH.
***
"Zdało się oczom głupich że pomarli, zejście ich
poczytano za nieszczęście i odejście od nas za
unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w
ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna
jest nieśmiertelności (…) Bóg (…) doświadczył ich jak
złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę …" (
MDR 3,1-11 )
Ewaryst Czabański