|
Michał Krzyżaniak
Temat walk o Poznań w styczniu i
lutym 1945 roku, był mocno "eksploatowany" zwłaszcza w
latach 70. i 80., kiedy to ukazywały się książki
Stanisława Okęckiego oraz Zbigniewa Szumowskiego . Obie
przedstawiały ciekawy jednak niestety niepełny obraz
bitwy o miasto. Od 2003 roku Stowarzyszenie POMOST z
Poznania wydaje książki z serii FESTUNG POSEN 1945, w
których podjęto próbę uzupełnienia dotychczasowego
obrazu wydarzeń z zimy 1945 roku w Poznaniu, głównie w
oparciu o ignorowane do tej pory w polskiej literaturze,
relacje niemieckie.
Poniższy artykuł jest próbą
przybliżenia historii Festung Posen z uwzględnieniem
relacji, wspomnień i dokumentów wszystkich
zaangażowanych wówczas stron: Rosjan, Niemców i Polaków
ale także i Węgrów.
Zimowa ofensywa Armii Czerwonej i alarm w Twierdzy
12 stycznia 1945 roku wojska
radzieckie rozpoczęły potężną ofensywę na całej
szerokości frontu rozciągającego się od Bałtyku aż po
Karpaty. W rejonie przyczółka baranowskiego uderzył 1.
Front Ukraiński marszałka Koniewa, którego natarcie
dosłownie zmiażdżyło niemiecką obronę. Dwa dni później z
podobnym rozmachem oraz skutkiem
z przyczółków na Wiśle w rejonie Puław i Magnuszewa
ruszyły wojska 1. Frontu Białoruskiego marszałka Żukowa.
Sama ofensywa raczej nie zaskoczyła Niemców, lecz jej
rozmach i błyskawiczne tempo z pewnością już tak.
W ciągu zaledwie paru dni radzieckie czołówki pancerne,
nie napotykając praktycznie żadnego poważnego oporu,
znalazły się w bezpośredniej okolicy Poznania.
20 stycznia o godzinie 05.25
niemieckie dowództwo zaskoczone szybko postępującymi
działaniami Armii Czerwonej ogłosiło alarm dla Twierdzy
Poznań. Głównodowodzącemu garnizonu, generałowi majorowi
Ernstowi Matternowi, który wcześniej pełnił funkcję
komendanta poligonu w Biedrusku (Warthelager),
podporządkowano wszystkie osoby, zarówno cywilne, jak i
wojskowe, znajdujące się w obrębie twierdzy. Rozpoczęto
natychmiastową ewakuację miasta. Piesze kolumny
niemieckich uciekinierów, oraz przepełnione pociągi
ewakuacyjne, głównie z ludnością cywilną, ruszyły na
zachód.
Około godziny 18.00 Poznań
opuścił Gauleiter Kraju Warty Arthur Greiser,
zostawiając w chaosie i nieładzie cały aparat partyjny i
administracyjny, który z rozkazu jego zastępcy miał
zostać ewakuowany do godziny 21.00. Natomiast oddziały
niemieckie przeznaczone do obrony Poznania przystąpiły w
szybkim tempie do obsadzania wyznaczonych pozycji oraz
ostatnich przygotowań. Obszar Festung Posen podzielony
został na trzy główne odcinki obrony. Dowodzenie
Odcinkiem „Wschód” (Abschnitt „Ost”) ― obejmującym
lewobrzeżną część miasta ― powierzono Oberstowi Ernstowi
Gonellowi, wcześniejszemu komendantowi poznańskiej V
Szkoły Podchorążych Piechoty (V Fahnenjunkerschule der
Infanterie in Posen), Odcinek „Zachód” (Abschnitt „West”)
― obejmujący prawobrzeżną część Poznania― majorowi
Heinzowi Martinowi Ewertowi, szefowi II Grupy
Szkoleniowej V Szkoły Podchorążych, natomiast Odcinek
"Warta" (Abschnitt "Warthe") ― znajdujący się w obrębie
twierdzy pas brzegowy wzdłuż rzeki ― majorowi
Eberhardowi Hahnowi, komendantowi I Grupy Szkoleniowej
tejże szkoły.
Odcinek „Wschód” podzielony został na trzy
pododcinki. Dowodzony przez odznaczonego Krzyżem
Rycerskim majora Ewerta odcinek „Zachód” podzielony
został na dwa pododcinki: IV „Północ” (Unterabschnitt IV
"Nord") i V "Zachód i Południe" (Unterabschnitt V "West
und Süd"). Dokładna liczebność niemieckiego garnizonu
Festung Posen w dniu rozpoczęcia walk pozostaje do dziś
dość trudna do ustalenia. Najprawdopodobniej wynosiła
ona około 15 000 żołnierzy, nie przekroczyła zaś na
pewno 20 000 . Trzon garnizonu stanowiło około 1500
młodych junkrów z V Szkoły Podchorążych Piechoty, którzy
wkrótce specjalnym rozkazem zostali automatycznie
awansowani na Leutnantów. Znaczna część z nich objęła
funkcje dowódców kompanii, plutonów i grup bojowych, a
także doradców taktycznych.
Prócz Leutnantów z jednostek, które stacjonowały
w Poznaniu w skład załogi Twierdzy włączono 500 Szkolno
Zapasowy Batalion Dział Szturmowych (Sturmgeschutz
Ersatz Und Ausbildungs Abteilung 500), kilka batalionów
Ochrony Terytorialnej (Landesschutzen) oraz parę
mniejszych jednostek fortecznych (Festungs Pak Abt. 102,
Festungs MG Btl. 82. Festungs Pionier Kp. 66. itp.).
Wartościowym wzmocnieniem obrony Festung Posen były
baterie ciężkich armat przeciwlotniczych (Heimat Flak
Batterien), których aż osiem stacjonowało w obrębie
Poznania. W przypadku powyżej wymienionych jednostek
określenie ich liczebności w pierwszych dniach walk
nawet w przybliżeniu nie nastręcza większych trudności.
Problem pojawia się w momencie próby policzenia
pozostałych sił, włączonych do obrony miasta. Byli to
bowiem żołnierze lub jednostki, przejęte przez
komendanturę Twierdzy, bądź to w trakcie transportu na
front, lub też, co zdaje się było rzadsze, były to
oddziały lub pojedynczy żołnierze wycofujący się na
zachód. Trafiali się też rekonwalescenci i urlopowicze.
Tworzono z nich jednostki rezerwowe.
Warta wymienienia jest stworzona naprędce
jednostka, która w czasie walk wykazała się sporą
walecznością. Była to SS Kampfguppe Lenzer, złożona z
różnego rodzaju żołnierzy SS, którzy w dniu ogłoszenia
Poznania twierdzą, akurat się w nim znaleźli. Ustalenie
ich dokładnej liczby będzie niestety niemal niemożliwe.
Pewne jest jednak to, że liczby podawane jeszcze na
początku walk przez gen. Matterna (12 000) ani te które
znaleźć można w powojennych opracowaniach (Okęcki: 32
500, i Szumowski: 61 000), nie odpowiadają stanowi
faktycznemu. Większa część garnizonu zajęła pozycje na
wschodnim brzegu Warty, gdzie spodziewano się głównego
rosyjskiego uderzenia. Pozostała część obrońców
rozmieszczona zaś została w zachodniej części miasta.
Wykaz rosyjskich jednostek, które w różnych
okresach walczyły w Poznaniu i jego okolicach też jest
niestety niepełny. Trudno też jest ustalić dokładną
liczebność wojsk rosyjskich w czasie walk o Poznań. Po
pierwsze stany dywizji rosyjskich w momencie rozpoczęcia
walk były już w pewnym stopniu uszczuplone, a pierwsze
dni walk również znacząco je osłabiły. Pierwsze dane
liczbowe (1 lutego 1945) o rosyjskich stanach osobowych
dywizji piechoty 8 Armii Gwardii (27, 74 i 82 dywizje
piechoty gwardii) wynosiły od 3800 do 4800 ludzi.
Podobne stany osobowe posiadać musiały pozostałe dywizje
piechoty zaangażowane w oblężenie miasta. Były to 117 DP
i 312 DP (po dwa pułki) rozmieszczone we wschodnim
obszarze Poznania.
W początkowym okresie w rejonie Poznania
stacjonowały kolejne dwie dywizje piechoty gwardii 39 DP
i 88 DP, które skierowano potem nad Odrę. O ile 39
dywizja do początku lutego brała udział w walkach w
północno zachodniej części Poznania, to 88 dywizja do
końca stycznia trzymana była tylko w odwodzie. Na
początku lutego pozycje 39 DP przejęła 82 DP. Jeden pułk
39 DP pozostał w dyspozycji dowódcy 82 DP gen.
Chetagurowa. Prócz dywizji piechoty w walkach brały
udział inne jednostki wsparcia: artyleria, wojska
inżynieryjne, wojska chemiczne i wojska pancerne.
Wniosek jaki się tu nasuwa jest oczywisty: stosunek
aktywnie walczących, żołnierzy piechoty zarówno po
stronie rosyjskiej jak i niemieckiej był podobny lub
minimalnie różny (w zależności od danego okresu).
Przewagę, której niemieccy obrońcy nie byli w stanie w
żaden sposób zniwelować, Rosjanie posiadali przede
wszystkim w: artylerii, lotnictwie i czołgach.
Niemieckie odwody, jednostki rezerwowe, już w dniu
rozpoczęcia walk nie wyglądały wcale imponująco, a
uzupełnianie strat w trakcie walk było z oczywistych
względów niemożliwe. Rosjanie natomiast, mimo iż w tym
czasie również mieli w pewnym stopniu ograniczone
możliwości w uzupełnianiu strat, (vide przykład
Cytadelowców), posiadali tą przewagę, że mogli tymi
siłami dysponować w bardziej oszczędny sposób.
Wypad w kierunku Wrześni
20 stycznia 1945
zorganizowano naprędce wypad z Poznania w kierunku
Wrześni. Należy się w nim doszukiwać próby rozeznania
się w sytuacji na dalekich przedpolach Poznania niż
poważnej próby powstrzymania nacierających Rosjan. W
skład improwizowanej jednostki weszły trzy StuG-i z 500.
Szkolno Zapasowego Batalionu Dział Szturmowych oraz
pewna liczba junkrów z V szkoły. Jako swego rodzaju
ciekawostkę uznać można fakt, że jedno z dział
szturmowych, pozbawione było wieży a zatem również i
armaty, a za ochronę załogi służyły dospawane na kształt
pudełka, cztery płyty pancerne.
Oddział ten wkrótce natrafił na rosyjskie czołówki.
Według Zbigniewa Szumowskiego miało to miejsce pod
Czerniejewem. W nagłym starciu niemiecki oddział
rozpoznawczy został rozbity i zanim zdołał się oderwać
od nieprzyjaciela zniszczył jeden sowiecki czołg,
ponosząc pewne straty (trudne do ustalenia dziś) i
rankiem 22 stycznia resztki oddziału powróciły do
Poznania.
Czołgi rosyjskie pod
Poznaniem
22 stycznia pod Swarzędzem
na wschód od Poznania pojawiły się czołówki pancerne.
Jeszcze tego samego dnia, popołudniem dowódca VIII
Korpusu Pancernego, gen. Iwan Driemow wydał rozkaz ataku
w kierunku Poznania.
Wkrótce, po rozpoczęciu natarcia, 21. Brygada Pancerna
Gwardii napotkała na zdecydowany opór i nie zdołała
sforsować linii kolejowej łączącej Swarzędz i Franowo,
jedynie stanowiąca jej awangardę kompania czołgów
dotarła między Antonin i Antoninek, jednak skuteczny
ostrzał dwóch baterii artylerii przeciwlotniczej (schwere
Heimat Flak Bttr. 210 oraz schwere Heimat Flak Bttr.
211) z tzw. Flak Höhe zmusił ją do zajęcia pozycji
obronnych między zabudowaniami Antoninka. W tym samym
czasie 20. Brygada Pancerna Gwardii zajęła znajdujące
się na Krzesinach zakłady Focke-Wulfa wraz z
przyfabrycznym lotniskiem i zgromadzonymi na nim
samolotami, a następnie dzięki polskim przewodnikom
dotarła do Czapur. Z kolei atak 1. oraz 19. Brygad
Pancernych Gwardii nie przyniósł spodziewanych efektów,
w związku z tym gen. Driemow wstrzymał atak do rana.
Okrążenie północ- południe Czerwonak- Czapury
Po początkowym
niepowodzeniu- próbie wdarcia się do miasta frontalnym
atakiem i zajęciu go z marszu, dowództwo rosyjskie
podjęło decyzję o oskrzydleniu Poznania. To wiązało się
oczywiście z przeprawą przez Wartę. Wymijając niemiecką
obronę rosyjskie jednostki dotarły rzeki, na południe od
Poznania w okolicach Czapur. Na zachodni brzeg Warty po
lodzie przeprawiły się czołówki oddziałów
rozpoznawczych. Jak podaje Zbigniew Szumowski żołnierze
radzieccy rozbili niemieckie oddziały, które otoczyły
przyczółek. Jednak ponad wszelką wątpliwość stwierdzono,
że żołnierze niemieccy mieli kategoryczny zakaz
podejmowania na dalekich przedpolach miasta.
Korzystając z silnego mrozu
żołnierze rosyjscy rozpoczęli wzmacniać pokrywę lodową
rzeki stosując metodę tzw. „drewnolodu”, ponieważ
dotychczas była ona nieprzejezdna nawet dla lekkich
wozów bojowych. Jednak podczas próby przeprawienia
działa pancernego, lód został załamany. Na zachodnim
brzegu pozostały tylko lekkie pojazdy i piechota.
Tymczasem na północ od Poznania rankiem 22 stycznia,
ubezpieczająca dotychczas lewą flankę XI Korpusu
Pancernego Gwardii, 40. Brygada Pancerna Gwardii
przesunięta została w rejon Promnic. Jej głównym
zadaniem było rozpoznanie dróg prowadzących do Warty w
rejonie Czerwonaka.
W tym samym czasie
wydzielony oddział 45 Brygady Pancernej Gwardii, którą
dowodził pułkownik Nikita Morgunow, otrzymał zadanie
opanowania mostu na Warcie pod Bolechowem (Warthelager
Brücke). Do obrony tego mostu przeznaczono co najmniej
jedną kompanię ze szkoły junkrów Waffen SS w Owińskach (SS
Junkerschule Treskau). Silniejszy niż przewidywano opór
wojsk niemieckich uniemożliwił podjęcie działań z
zaskoczenia i skomplikował realizację postawionego
zadania. Najbliższe mosty na Warcie znajdowały się w
Obornikach. Z zadaniem zdobycia tej przeprawy wysłano 44
Brygadę Pancerną Gwardii pułkownika Josifa Gusakowskiego.
Pozostałe wojska w tym rejonie miały zaś ograniczyć
swoje działania do aktywnego rozpoznania
północno-wschodnich rubieży Poznania .
Wraz z nastaniem następnego
dnia, tj. 23 stycznia 1945 roku, wojskom 11. korpusu
wciąż nie udało się przedostać na lewy brzeg Warty.
Około godziny 9.00 rano, Niemcy wysadzili w powietrze
most pod Bolechowem co zmusiło Rosjan do szukania innej
przeprawy przez rzekę na północ od Poznania. Wspomniany
"rajd" 44. Brygady w nocy z 21 na 22 stycznia zakończył
się fiaskiem z powodu dobrze zorganizowanego, silnego
oporu przeciwnika, którego Rosjanie ― mimo wsparcia
artyleryjskiego, w postaci ostrzału prowadzonego przez
cały dywizjon artylerii rakietowej i kilku czołgów wraz
desantem ― nie zdołali przełamać. Mosty ―- drogowy i
kolejowy ― pozostały w rękach niemieckich. Wspomniane
czołgi radzieckie zaś, którym ciasna zabudowa
ograniczała możliwości manewru, zostały odcięte i
zniszczone.
Wobec tych niepowodzeń
dowódca korpusu pułkownik Babadżian wydał rozkaz
przeprawy przez Wartę w rejonie Miękowa (ok. 10 km na
północ od Poznania), jako że warunki terenowe w tym
miejscu (tj. odpowiedni brzeg i dojścia do rzeki itp.)
wydawały się ku temu najodpowiedniejsze. Jako pierwszy
na zachodni brzeg Warty przeprawił się batalion kapitana
Urukowa. Zaś improwizowana przeprawa wpław na tratwach
zbitych z wrót od stodoły okazała się sporym sukcesem.
Jak podaje Zbigniew Szumowski, zaskoczenie było pełne,
toteż napotkano minimalny opór ze strony niemieckiej.
Pamiętać należy, że także
tu, podobnie jak w południowej części miasta, wysunięte
posterunki niemieckie miały ograniczyć swoją działalność
do obserwacji i jednocześnie unikać wszelkiej walki na
dalekich przedpolach miasta .
Nocą z 23 na 24 stycznia Wartę sforsowały kolejne trzy
bataliony. W tym czasie podjęto również decyzję o
budowie przeprawy, dzięki której przerzucić można byłoby
na drugi brzeg rzeki ciężki sprzęt w postaci dział
pancernych i czołgów.
Mimo niedogodnych, warunków terenowych, zdecydowano się
postawić 60 tonowy most na Warcie na wysokości stacji
kolejowej w Czerwonaku.
Przyczółek wciąż się
rozrastał, a przy pomocy 236. Batalionu Transportowego
Do Zadań Specjalnych, wyposażonego m.in. w samochody
amfibie, dostarczono nań sześć baterii armat
przeciwpancernych, trzy baterie moździerzy oraz wiele
innych . Prąc dalej na wschód, jednostki rosyjskie
okrążyły Poznań, łącząc się z jednostkami, które
sforsowały Wartę pod Czapurami, a także przy okazji
odcięły wszystkie linie komunikacyjne prowadzące na
północ od miasta. Ponieważ w dowództwie rosyjskim
istniała obawa że przeprawy przez Wartę będą narażone na
ataki niemieckiej Luftwaffe, podjęto decyzję o wypadzie
w kierunku lotniska na Ławicy. Rajd grupy dowodzonej
przez majora Iwana Mironowa złożony z trzech samochodów
pancernych i czterech transporterów opancerzonych w nocy
z 23 na 24 stycznia zakończył się zniszczeniem ponad 100
stacjonujących tam samolotów.
Zamknięcie okrążenia
25 stycznia zamknięto
definitywnie pierścień okrążenia wokół Poznania. Na
północ od miasta przeprawiła się 39 Dywizja Piechoty
Gwardii po czym zajęła pozycje od Naramowic aż po
Golęcin. W początkowym okresie walk jej zadania
ograniczyć się miały do aktywnej blokady północnego
frontu twierdzy. Sytuacja bowiem wciąż była niepewna,
lecz istniała szansa na przełamanie obrony na południu.
Pod pojęciem aktywnej
blokady kryły się: ostrzał artyleryjski, i sporadyczne
acz zażarte ataki rosyjskich pułków, które w ciągu
pierwszych dni ze sporym sukcesem były skutecznie
odpierane.
Wojska niemieckie zamknięte w Poznaniu od tej pory
skazane były jedynie na „most powietrzny”, przy pomocy,
którego zaopatrywano twierdzę w amunicję i żywność , a
także do pewnego momentu (5 lutego 1945) istniała
również możliwość ewakuowania rannych. Potem działania
transportowe Luftwaffe ograniczyły się jedynie do
zrzutów zaopatrzenia na spadochronach, jednak z różnym
skutkiem.
Przełamanie Obrony
Po dwóch dniach walk, 27
stycznia 1945 roku obrona niemiecka na południu Poznania
nie wytrzymałem pod rosyjskim naporem. W ciągu trzech,
poprzedzających przełamanie obrony, dni żołnierze
niemieccy broniący południowego frontu twierdzy
poddawani byli coraz to groźniejszym atakom. W skład
obrony w okolicach Lubonia, Dębca i Żabikowa weszły
następujące jednostki 475 Batalion Ochrony Terytorialnej
(Landesschützen Btl. 475), który co prawda należał do
odcinak „Warta”, ale szybko został uwikłany w walki.
Trzonem obrony w tym rejonie były dwa bataliony
żołnierzy Luftwaffe: "Degive" i "Rogalsky". I to właśnie
temu drugiemu oddziałowi, złożonemu w większości z
niedoświadczonych żołnierzy wojsk lotniczych przypisuje
się spory udział w przełamaniu obrony przez Rosjan.
Z niewyjaśnionych do końca
przyczyn przynajmniej część kompanii tego batalionu
opuściła swoje pozycje nie informując o tym fakcie
dowództwa. W liniach obronnych powstała pokaźna luka, w
którą dosłownie „wlali” się nacierający Rosjanie. W
utrzymaniu frontu południowego nie pomogła też podwójna
bateria RAD (Doppel RAD Batterie), uzbrojona
w sześć armat kalibru 88 milimetrów. Bateria ta
transportem kolejowym przybyła do Poznania 21 stycznia i
po zaledwie sześciu dniach walk została unicestwiona.
Obrona niemiecka na południu Poznania przestała istnieć.
Walki na Odcinku Zachód (Abschnitt WEST)
Walki na zachodzie i na
północy Poznania miały zgoła inny charakter niż te
toczone w rejonie Lubonia i Żabikowa. Po sforsowaniu
Warty naprzeciwko żołnierzy odcinka "Zachód" stanęli
żołnierze 11. Brygady Pancernej i 39. DP Gwardii z
początkowym zadaniem blokowania twierdzy i
uniemożliwieniu ucieczki zgromadzonym w niej niemieckim
oddziałom. Jednak w myśl zamierzeniem dowództwa
rosyjskiego: wbicia się klinami, przez miasto w kierunku
Cytadeli również i na północy podjęto szturmy na linie
obronne.
Pierwsze ataki rosyjskie
zostały skutecznie odparte przez żołnierzy Hauptmanna
Prassera, dowódcy pododcinka „Północ”. Aktywny udział w
obronie brały również udział dwie baterie artylerii
przeciwlotniczej (216 i 234 baterie).
Podobnie pierwsze dwa dni po zamknięciu pierścienia
wyglądały na zachodnim odcinku obrony Twierdzy. Jeszcze
25 stycznia z Poznania próbowano wysłać transportem
kolejowym ludność cywilną i rannych żołnierzy. Pociąg
ten jednak został zatrzymany i ostrzelany ogniem broni
maszynowej po opuszczeni dworca Poznań Górczyn. Mocno
zaangażowane w walki w tym rejonie były kolejne dwie
baterie armat przeciwlotniczych (schwere Heimat Flak
Batterien 209. u. 230.).
Bardzo szybko korzystając z
przełamania obrony niemieckiej w rejonie Dębca Rosjanie
sporymi siłami wyszli na tyły fortów wchodzących w skład
zachodniego pasa fortyfikacji. Dwa z nich forty: IX (Brünneck)
i VIIIa (Rohr) wpadły w ręce rosyjskie. Pozstałe zaś
opanowano w konsekwencji nieporozumienia a wręcz
niekompetencji dowódców niemieckich. Załogi tych fortów
utraciły kontakt z Cytadelą (lub tak tylko utrzymywały)
i w obawie przed odcięciem, nie podejmując próby
przebicia się do Cytadeli uciekły na zachód w kierunku
Odry. W tak i sposób Rosjanie zajęli forty VIII (Grolman),
VIIa (Strotha) i VII (Colomb), w których pozostawiono
jedynie rannych lub niezdolnych do walki.
Warto nadmienić, że wśród
jednostek, które wówczas opuściły swoje pozycje znalazły
się również zwarte pododdziały 15. poznańskiego
Batalionu Volkssturmu- jedynego spośród czterech
utworzonych w Poznaniu, który walczył w jego obronie.
Ogromna luka, jak w wyniku tych działań w niemieckich
szeregach obronnych powstała skutecznie wykorzystana
została przez Rosjan. Bardzo szybko, mimo zdecydowanego
oporu poddziałów SS Kampfgruppe Lenzer i Polizei
Regiment Schallert, oraz paru pomniejszych jednostek,
opanowano Jeżyce aż do okolic mostu Teatralnego.
Walki na odcinku Wschód (Abschnitt OST)
Po natrafieniu na
zaskakująco silny opór na wschodzie Poznania Rosjanie w
pierwszych dniach walk skupili swoją uwagę na
pozostałych odcinkach. Stopniowo jednak zmusili
żołnierzy niemieckich do ciężkich walk, w których Niemcy
wykrwawiając się do oddawania bronionego terenu. Wkrótce
forty znajdujące się w południowo- wschodnim rejonie
obrony zostały odcięte i odizolowane od głównych linii
obronnych. Przez pewien czas na wschodnim brzegu Warty
operowały pojazdy najcenniejszej bodajże jednostki
niemieckiej broniącej Poznania: Pancernej Rezerwy
Uderzeniowej (Panzer Stossreserve). Składała się ona
(według najnowszych ustaleń) głównie z około 20 Stug-ów
i Stuh-ów. Te pierwsze pochodziły z 500 Batalionu Dział
Szturmowych, natomiast wspomniane haubice przejęto gdy
przybyły one do Poznania z transportem dla dywizji
Grossdeutschland.
Prócz nich znalazł się w
niej jeden niszczyciel czołgów typu „Hetzer”, jedna
nieustalonego typu haubica samobieżna. Najcenniejszą
bronią Pancernej Rezerwy Uderzeniowej były czołgi: jeden
PzKpfW IV (wersja G lub H- zdjęcia z kroniki filmowej
nakręconej po zakończeniu walk niestety tego nie
wyjaśniają) dwa PzKpfW V "Panther" oraz jeden PzKpfW VI
"Tiger". Pojazdy te używane były jako "straż pożarna".
Korzystano z ich mobilności i siły ognia; pojawiały się
wszędzie tam gdzie groziło niebezpieczeństwo załamania
obrony, lub gdy już to nastąpiło, używano ich by ją
odtworzyć.
Jak wspomniano używane były
wszędzie tam gdzie wymagała tego sytuacja, także na
odcinku „Wschód”, gdzie w forcie Rauch stacjonowała
część jej pojazdów. Kiedy jednak nastąpiło zagrożenie
odcięciem ich na wschodnim brzegu z dala od Cytadeli,
która była ich bazą na zachodnim brzegu Warty (trzymano
tam i paliwo i amunicję, oraz stacjonowały tam załogi
zapasowe), rozkazem dowódcy Twierdzy wycofane je
wszystkie na zachodni brzeg. Rosjanie już na samym
początku walk na odcinku „Wschód” dowódca atakujących
oddziałów rosyjskich generał Czujkow wystosował
ultimatum do Obersta Gonella:
Do oficerów i żołnierzy
okrążonego miasta Poznania! Miasto Poznań jest okrążone
i nie ma z niego odwrotu. Ja, generał Czujkow, który
rozbiłem waszą 6. armię gen. Paulusa w Stalingradzie,
proponuje wam natychmiastowe złożenie broni i oddanie
się do niewoli. Gwarantuje wam życie i powrót do
ojczyzny po wojnie. W przeciwnym razie będziecie
zniszczeni i z waszej winy wraz z wami zginą także
mieszkańcy Poznania. Podnieście więc białe flagi i
śmiało idźcie w stronę naszych wojsk.
Wezwanie to pozostało bez
odpowiedzi. Po wycofaniu na drugi brzeg Warty pojazdów
pancernej rezerwy uderzeniowej siły obrońców uległy
sporemu uszczupleniu. Trzonem broniących się na
wschodnim brzegu Warty żołnierzy niemieckich pozostawali
żołnierze z V szkoły Wehrmachtu, jednak i oni nie byli w
stanie powstrzymać naporu Rosjan, którzy sukcesywnie
zdobywali teren.
Zmiana na stanowisku komendanta Twierdzy
Wraz z ostatnim dniem
stycznia nastąpiła zmiana na stanowisku dowódcy
broniącego się garnizonu. Dotychczasowego dowódcę gen
maj. Ernsta Matterna rozkazem Reichsfuhrera Himmlera
zastąpił wspominany już płk (Oberst) Ernst Gonnell. Płk
Gonnell przed rozpoczęciem walk był komendantem V szkoły
w Poznaniu
a w pierwszych dniach walk dowodził obroną odcinka
"Wschód".
Sytuacja na początku lutego
Wraz z początkiem lutego do
centrum miasta od strony jego południowych dzielnic
Wildy i Łazarza wkroczyły rosyjskie grupy szturmowe.
Rozpętały się wówczas ciężkie i zacięte walki w wśród
domów i zaułków Starego Miasta. Doraźne stworzona
niemiecka Kampfgruppe „Mitte” przyjęła na siebie
największy impet rosyjskiego uderzenia. Wkrótce
rozgorzały walki wokół Zamku, który już w tym czasie
przekształcony został w lazaret, w którym znajdowało się
kilkuset rannych niemieckich żołnierzy.
Na początku lutego operował
w tym rejonie „Tygrys”. Na tym samym obszarze ze względu
na jego ogromne znaczenie strategiczne znajdowała się
elitarna "Kampfgruppe Lenzer" pod dowództwem
Obersturmbannführera Lenzera. Był prawdopodobnie 2
lutego. Siegert został wezwany do Lenzera i otrzymał
rozkaz zlikwidowania czterech rosyjskich czołgów
stojących na Kaponierze. „Tygrys” wyjechał z ulicy
Kościuszki z działem ustawionym na godzinę „dziewiątą”.
Zaskoczenie było pełne: Rosjanie stali przed swoimi
czołgami i palili papierosy. Akcja trwała krótko. Już po
paru chwilach wszystkie rosyjskie pojazdy zostały
zniszczone bądź uszkodzone. Za tę akcję bojową załoga
otrzymała od Lenzera butelkę ponczu.
Ostatecznie Rosjanie
zdobyli rejon zamku pod wieczór 2 lutego. Trwały nadal
uporczywe walki w rejonie ulic Święty Marcin, 27
Grudnia, Pocztowej (ob. ul. 23 lutego) plac Cyryla
Ratajskiego jak również o place: Wiosny Ludów i
Bernardyński. Płonęły całe kwartały ulic w rejonie
Starego Rynku. Sytuacja w zachodniej części miasta była
już w zasadzie wyjaśniona. Niemieckie oddziały zostały
dosłownie wymiecione z ich dotychczasowych pozycji, a tu
i ówdzie głównie w kierunku Cytadeli próbowały się
przebijać pojedyncze grupki żołnierzy niemieckich. Wśród
sił broniących Festung Posen znalazły się też oddziały
węgierskie. Na północy Poznania walczył batalion
węgierskich podchorążych. Ewakuowani w połowie stycznia
z okolic Budapesztu, Węgrzy, w sile ok. 450 ludzi, już
20 stycznia znaleźli się w koszarach na Golęcinie, a 22
stycznia zajęli swoje stanowiska.
Jako uzbrojenie węgierscy
żołnierze otrzymali pochodzące z okresu pierwszej wojny
światowej karabiny typu Manlicher, wraz z niewielką
ilością amunicji (po 5 nabojów), a z czasem wyposażono
ich w Panzerfausty. Nie starczyło jednak dla nich hełmów
i tym podobnego podstawowego wyposażenia. I to właśnie z
tym oddziałem wiążą się losy północnego odcinka obrony
Poznania. 28 stycznia nastąpił na tym odcinku kolejny
rosyjski atak, a tym razem jego cały impet skierowany
został przeciw węgierskim żołnierzom rozmieszczonych na
obszarze od jeziora Rusałka po Winiary (klasztor sióstr
Pasterek). W wyniku rosyjskiego natarcia na ich pozycje
wielu z nich zostało zabitych lub rannych. Zmuszeni do
odwrotu, Węgrzy wycofali się do budynków mieszkalnych
(stojących wzdłuż ulicy Obornickiej).
Rosjanie zdobyli również
klasztor ss. Pasterek, w którym mieścił się punkt
dowodzenia węgierskiego batalionu. Ocalali żołnierze
zostali zreorganizowani, a następnie, po wzmocnieniu,
przeszli do kontrataku. Jak podaje węgierski podchorąży
Anton Szabadkai, uczestnik tych wydarzeń, w kontrataku,
wzięły udział dwa czołgi. W wyniku kontruderzenia
odepchnięto Rosjan i odbito klasztor. Jednakże dla
blisko czterdziestu rannych i wziętych do niewoli Węgrów
było już za późno. Znaleziono ich martwych, w budynku
klasztornym lub w jego pobliżu ― każdy otrzymał strzał w
głowę…
Wydarzenia tego dnia
kompletnie rozbiły Węgrów psychicznie, co potwierdzają
słowa Oberleutnanta Lohsego dowódcy Grupy Bojowej
walczącej w tym czasie w rejonie Golęcina i Sołacza,
który z pewnością już po opisanym rosyjskim ataku
patrolował Lasek Golęciński:
(…) W drodze powrotnej
mija nas dwóch Węgrów, z karabinem maszynowym na
sankach. Opuścili oni swoje stanowisko. Na moje pytanie,
dokąd zmierzają, odpowiadają jakby nigdy nic: „Do domu!
Do ojczyzny!” Takie nastroje panują u naszych
sojuszników.
Od tego dnia batalion
węgierskich podchorążych nie walczył już w Poznaniu jako
zorganizowana jednostka. Pozostałych żołnierzy tej
jednostki, w grupach po 6 ― 8 ludzi, rozdzielono do
różnych oddziałów niemieckich. W następnych dniach
osłabiona i zdemoralizowana obrona nie wytrzymała
zmasowanych ataków Rosjan w rejonie Golęcina, którzy
głębokim klinem wbili się w niemieckie pozycje obronne w
dzielnicy Sołacz. Wraz z początkiem lutego przerzucona z
wschodniego brzegu Warty 82 DP gw. po przejęciu
dotychczasowych pozycji 39 DP gw. uderzyła na forty
północnego pasa obrony. Silna i skuteczna do tej pory
obrona została przerwana a forty otoczone i odizolowane.
W wyniku tego natarcia Rosjanie znaleźli się w
bezpośrednim sąsiedztwie północnego przedpola Cytadeli.
Walki w gęsto zabudowanym
centrum Poznania, oraz uporczywa obrona fortów na
północy Poznania, jedynych które jeszcze nie wpadły w
ręce rosyjskie sprawiły, że tempo i rozmach walk nieco
spadły. Siły atakujących zostały z pewnością
nadwyrężone. Mimo to Rosjanie bardzo sprawnie poruszali
się w pasie zachodniego brzegu Warty.
Na wschodnim odcinku obrony pozostawały jeszcze
uporczywie broniące się odosobnione punkty oporu:
poszczególne forty, rejon dawnej strzelnicy (obecnie
Park Tysiąclecia) oraz przyczółek obejmujący Śródkę i
Ostrów Tumski. Do 7 lutego Rosjanie całkowicie już
opanowali Rataje, i z obu stron rzeki dotarli na
wysokość mostu Chwaliszewskiego grożąc pozostającym na
wschodnim brzegu Warty jednostkom niemieckim całkowitym
odcięciem.
W obliczu tej beznadziejnej
sytuacji Generalmajor. Gonell (Gonella awansowano do
stopnia generała majora 10 lutego) wydał, pozostającym
na wschodnim brzegu Warty jednostkom, rozkaz wyjścia z
oblężonej Twierdzy i przedostania się do niemieckich
pozycji na Pomorzu. Nocą z 15 na 16 lutego blisko dwa
tysiące niemieckich żołnierzy przeniknęło przez
rosyjskie pozycje na północno- wschodnich obrzeżach
miasta. Tak tę chwilę wspomina Leutnant Wilhelm
Berlemann:
Wymarsz żołnierzy
odcinka wschodniego przewidziano na godzinę 22.00.
Musimy zostawić rannych; nie podołają wysiłkowi, jaki
nas czeka. Dlatego nie widzą o nadchodzącej akcji. Taka
informacja mogłaby wywołać panikę. (…) Dodatkowo
każda kompania, albo porównywalna jednostka zajmująca
pozycję w pierwszej linii, ma zostawić grupę prowadzącą
dalej ostrzał linii wroga tak, aby ten możliwie
najpóźniej dowiedział się o przerwaniu okrążenia. (…)
Jeśli przejdziemy przez pierwszą linię, reszta już jakoś
pójdzie. Dlatego bierzemy tyle broni i amunicji, ile
damy radę udźwignąć. Prowiant tylko na pierwsze godziny,
potem coś znajdziemy. Liczymy, że dotrzemy do
niemieckich pozycji przebiegających teraz w poprzek
Pomorza Zachodniego, w ciągu czternastu dni.
Jednak niewielu z nich to
zadanie się udało. Przedzierając się w niewielkich
grupkach, byli wyłapywani i częstokroć likwidowani bądź
to przez jednostki rosyjskie, bądź lokalne milicje z
wiosek na północ od Poznania.
Szturm Cytadeli
Ostatecznie do 17
lutego 1945, Niemcy zostali zepchnięci do
obszaru Cytadeli i jej bezpośredniej okolicy. W
rękach niemieckich prócz pojedynczych obiektów
na południowym przedpolu i kompleksu domów na
północnym przedpolu i oczywiście całego
kompleksu Cytadeli nie pozostawało już nic.
Ostatnim zadaniem jakie stało przed wojskami
rosyjskimi było zdobycie Cytadeli. Zadanie to
bynajmniej nie należało do najłatwiejszych.
Do pierwszego
szturmu w dniu 18 lutego wyznaczono oddziały
szturmowe z pułków 74. i 82. Dywizji Piechoty
Gwardii. Po przygotowaniu artyleryjskim
wspomniane grupy ruszyły do natarcia i po
kilkugodzinnych, wyczerpujących walkach udało
się im opanować zaledwie część cmentarza
rozciągającego się na stokach Cytadeli. Walki
wyczerpały już i tak mocno nadwyrężone siły
atakujących Rosjan. Postawiony w sytuacji, w
której dalszy szturm uzależniony miał być od
dopływu uzupełnień, wojenny komendant miasta
Poznania płk Nikołaj Smirnow, polecił
sformowanie z milicjantów VII Komisariatu dwóch
plutonów, które po uzbrojeniu miały wspomóc
atakujących na Cytadelę Rosjan. Milicjanci,
którzy popołudniem dotarli na wyznaczone
pozycje, nieco odciążyli Rosjan, którzy tym
samym większymi siłami mogły zaatakować
wyznaczone cele. Pod wieczór udało się zdobyć
przyczółki po drugiej stronie fosy.
Zaraz po uchwyceniu
przyczółków zaczęto budowę mostu, którym można
by w łatwiejszy sposób przenucić resztę wojska
do wnętrza Cytadeli. Jednak rankiem 19 lutego
most został przez Niemców zniszczony, a udany
kontratak odrzucił Rosjan z powrotem na stoki
cmentarne Cytadeli. Z racji, że Rosjanie
utracili zdobyte w ciężkich walkach z
poprzednich dni pozycje nastąpiła konieczność
wyprowadzenia kolejnego szturmu. 20 lutego od
godziny 6.30 rozpoczęto przygotowanie
artyleryjskie, po którym blisko dwie godziny
później ruszyły do ataku grupy szturmowe 82. DP
gwardii. Tym razem znów udało się uchwycić
przyczółki po drugiej stronie fosy i tym samym
natychmiast rozpoczęto budować mosty. Z podobnym
skutkiem atakowały grupy szturmowa 74. DP
gwardii. Pod koniec dnia zaczęto dalszy werbunek
poznaniaków do pomocy Rosjanom. Tym razem już na
znacznie większą skalę. Nie zawsze jednak było
to ze strony Poznaniaków w pełni dobrowolne. Jak
podaje T. Świtała wieczorem 20 lutego było już
ich około 1300.
W międzyczasie na
północnych przedpolach Cytadeli,
charakteryzujących się zupełnie innym
ukształtowaniem terenu (w którym dominowały
otwarte przestrzenie), Rosjanom wcale tak łatwo
nie szło. Niemal całe teren znajdujący się na
północ od Cytadeli, był pod kontrolą jedynego w
Poznaniu "Tygrysa". Uszkodzony w wyniku ostrzału
artyleryjskiego
i nie zdolny do jazdy o "własnych siłach",
"Tygrys" został przeholowany w okolice al. Za
Cytadelą i z tego miejsca powstrzymywał
rosyjskie ataki. Dowodem na jego skuteczność
jest liczba czołgów i dział przeciwnika, które w
tym rejonie jego celnym ogniem zostały
zniszczone.
Sytuacja w kolejnym
dniu oblężenia Cytadeli (21 lutego) pozostawała
bez najmniejszych zmian. Jedynym wyjątkiem w
porównaniu z poprzednimi dniami, było to, że
wreszcie udało się zbudować i utrzymać mosty,
którymi przerzucono na drugi brzeg fosy działa
przeciwpancerne. Polacy dzielnie współdziałali z
żołnierzami rosyjskimi i mimo że w większości
nie walczyli z bronią w ręku niebezpieczeństwo
nad tymi ochotnikami wisiało niemal cały czas.
Wspomina jeden z uczestników walk o Cytadelę
Kazimierz Chodzicki:
Zaprowadzono nas na
stoki Cytadeli, tam przejął nad nami komendę
jeden ze starszynów radzieckich i poprowadził
nad samą fosę. Tam otrzymaliśmy bardzo trudne
zadanie, a mianowicie, przeniesienie rannych
oficerów radzieckich, którzy byli już po drugiej
stronie fosy, tj. na samej górze Cytadeli. Pod
obstrzałem musieliśmy się dostać po drabinie na
drugą stronę… odczekaliśmy na moment, gdy
nieprzyjaciel na chwileczkę przestał prażyć
ogniem z ckm, przedostaliśmy się, tam
znaleźliśmy
jednego z kapitanów i tak jak w tę, tak
i w powrotną stronę trzeba było dużo
ostrożności, żeby życia się nie pozbawić… Po
oddaniu tego kapitana do punktu zbornego
powierzono nam drugą misję: dostarczanie
amunicji
i żywności na drugą stronę.
Walki z podobną zaciętością trwały jeszcze przez
cały kolejny dzień (22 lutego).
W obliczu rosyjskiej determinacji, i ogromnego
poświęcenia Polaków, słabnący i coraz bardziej
wyczerpani Niemcy stawiali coraz bardziej
desperacki i beznadziejny opór.
Zdobycie Cytadeli pozostawało już zaledwie
kwestią godzin.
Po południu 22 lutego generał major Gonell po
odbyciu narady z dowódcami grup bojowych wydał
rozkaz podjęcia ostatniej próby wydostania się z
oblężonej twierdzy. Termin jego wykonania
wyznaczono na godzinę 24.00 w nocy, 23 lutego. O
godzinie 1.00 próby wyłamania dokonało kilkuset
kolejnych żołnierzy. Była to jednak inicjatywa
oddolna, nie zatwierdzona jakimkolwiek rozkazem.
Nastąpiła kolejna narada, w czasie której
podjęto możliwość ewentualnej kapitulacji.
W międzyczasie do Rosjan, jako parlamentariusz,
wysłany został dr Geuder, główny lekarz w
broniącej się Cytadeli, jednak propozycja
kapitulacji została przez Rosjan odrzucona.
Dlaczego Rosjanie przedłużyli walki o Cytadelę?
Odpowiedź jest prozaiczna.
Dzień 23 lutego był świętem Armii Czerwonej i z
"prikazem" uczczenia święta, zdobyciem Cytadeli
ruszyły do ataku rosyjskie pułki wspierane
polskimi ochotnikami. Co ciekawe
w swoich wspomnieniach, węgierski żołnierz,
który znajdował się w tym czasie na Cytadeli
podaje, że Rosjanie przez głośniki podawali, że
ten dzień jest świętem Armii Czerwonej i że
dlatego właśnie muszą zdobyć Cytadelę.
Ostateczny szturm Cytadeli rozpoczął się zaraz
po północy z 22 na 23 lutego. Zatem zgodnie z
zapowiedziami do ataku ruszyły rosyjskie grupy
szturmowe wspierane już przez blisko 2000
poznaniaków, zmobilizowanych w ramach uzupełnień
wykrwawionych dywizji.
Wybudowanie i utrzymanie dostatecznej liczby
przepraw przez fosę, sprawiło, że wewnątrz
Cytadeli, znalazła się odpowiednia liczba
żołnierzy, a nawet czołgi. Zaciętość z jaką
Rosjanie nacierali była godna podziwu. Niemcy
stopniowo byli spychani w kierunku północno
wschodniego krańca Cytadeli.
Kiedy w godzinach rannych padły ruiny Koszar,
dowódca twierdzy generał major Gonell podjął
decyzję o kapitulacji. Sam jednak w momencie,
kiedy Rosjanie podchodzili do pomieszczeń Reduty
IV, gdzie mieścił się jego sztab, popełnił
samobójstwo.
Nastał koniec walk o Poznań.
Ci z żołnierzy niemieckich, którzy nie podjęli
prób ucieczki oczekiwali tylko, aż Rosjanie
pojawią się i wezmą ich do niewoli. Grupki
żołnierzy niemieckich sprowadzano w dół do
podnóży Cytadeli, by stamtąd całą wielką kolumną
przeprowadzić przez miasto do tymczasowych
obozów jenieckich rozrzuconych po całym
Poznaniu. W trakcie tego przemarszu, a także w
kolejnych dniach, żołnierze niemieccy byli bici,
kopani, opluwani. Natomiast wszystkich tych,
którzy nie byli w stanie dotrzymać tempa,
żołnierze rosyjscy zabijali na miejscu. Wielu z
żołnierzy niemieckich, którzy to przeżyli,
wspomina te chwile, jako najstraszniejsze w
swoim życiu. Rozmieszczono ich w kilku obozach
na terenie miasta.
Po zakończeniu walk nastąpił jeszcze jeden
tragiczny akt w historii Festung Posen.
Wszystkich tych rannych żołnierzy, w Cytadeli,
którzy nie byli w stanie opuścić jej kazamat
o własnych siłach Rosjanie przy pomocy miotaczy
ognia żywcem spalili. Zresztą nie był to
odosobniony przypadek, gdyż takie rzeczy miały
miejsce również kilka dni wcześniej
w fortach na północy Poznania.
Po blisko miesiącu walk Twierdza Poznań padła.
Straty jakie ponieśli w wyniku walk poniosły
walczące strony były następujące: Niemców
poległo około 5000, z kolei Rosjan poległo
blisko 6000. Z blisko 2000 poznaniaków, którzy
na różne sposoby pomagali przy szturmie Cytadeli
życie straciło około 104. Wciąż jednak trudne do
oszacowania są straty jakie ponieśli cywilni
mieszkańcy Poznania.
Bibliografia:
Baumann Günter,
Bastion an der Warthe, Düsseldorf 1992/95
Berlemann Wilhelm, Z Poznania na Zachód. Przeżyć
na tyłach wroga, Poznań 2005
Csikós Gabor, A Poznani Csata, Budapeszt 1995
Karalus Maciej, Jerzak Jarosław, Pancerna
Rezerwa Uderzeniowa Poznań 1945, Poznań 2006
Karalus Maciej, Luboń 1945. Przełamanie obrony
Festung Posen, Poznań 2007
Krzyżaniak Michał, Pododcinek IV/Północ, Poznań
2008
Lohse Heinrich, Grupa bojowa "Lohse", Poznań
2007
Okęcki Stanisław, Wyzwolenie Poznania 1945,
Warszawa 1975
Siegert Richard, Tygrys z Poznania, Poznań 2005
Szumowski Zbigniew, Bitwa o Poznań, Poznań 1971
Szumowski Zbigniew, Boje o Poznań, Poznań 1980
Świtała Tadeusz, Poznań 1945. Kronika wydarzeń,
Poznań 1986
Ziegler Armin, Posen Januar 1945. Evakuierung
und flucht der deutschen Zivilbevolkerung der
stadt Posen im Januar 1945, miejsca wyd. nie
podano 1989
|