Kontakt:

Stowarzyszenie Pomost
ul. Kłuszyńska 20/26
60-136 Poznań
tel. 061 861 92 75

 

Tomasz Czabański

prezes

tel. 601 469 494

 

Maksymilian Frąckowiak

archeolog

tel. 667 609 494

 

Adam Białas

kierownik robót

tel. 603 609 494

 

Paweł Łagódka

przedstawiciel regionalny na Wielkopolskę Południową

tel. 695 938 931

 

Przemysław Pasternak

przedstawiciel regionalny na Wielkopolskę Wschodnią

tel. 663 717 571, 603 098 424

 

 

 

Festung Posen 1945. Krótka historia bitwy

Michał Krzyżaniak

Temat walk o Poznań w styczniu i lutym 1945 roku, był mocno "eksploatowany" zwłaszcza w latach 70. i 80., kiedy to ukazywały się książki Stanisława Okęckiego oraz Zbigniewa Szumowskiego . Obie przedstawiały ciekawy jednak niestety niepełny obraz bitwy o miasto. Od 2003 roku Stowarzyszenie POMOST z Poznania wydaje książki z serii FESTUNG POSEN 1945, w których podjęto próbę uzupełnienia dotychczasowego obrazu wydarzeń z zimy 1945 roku w Poznaniu, głównie w oparciu o ignorowane do tej pory w polskiej literaturze, relacje niemieckie.

Poniższy artykuł jest próbą przybliżenia historii Festung Posen z uwzględnieniem relacji, wspomnień i dokumentów wszystkich zaangażowanych wówczas stron: Rosjan, Niemców i Polaków ale także i Węgrów.

Zimowa ofensywa Armii Czerwonej i alarm w Twierdzy

12 stycznia 1945 roku wojska radzieckie rozpoczęły potężną ofensywę na całej szerokości frontu rozciągającego się od Bałtyku aż po Karpaty. W rejonie przyczółka baranowskiego uderzył 1. Front Ukraiński marszałka Koniewa, którego natarcie dosłownie zmiażdżyło niemiecką obronę. Dwa dni później z podobnym rozmachem oraz skutkiem
z przyczółków na Wiśle w rejonie Puław i Magnuszewa ruszyły wojska 1. Frontu Białoruskiego marszałka Żukowa.
Sama ofensywa raczej nie zaskoczyła Niemców, lecz jej rozmach i błyskawiczne tempo z pewnością już tak.
W ciągu zaledwie paru dni radzieckie czołówki pancerne, nie napotykając praktycznie żadnego poważnego oporu, znalazły się w bezpośredniej okolicy Poznania.

20 stycznia o godzinie 05.25 niemieckie dowództwo zaskoczone szybko postępującymi działaniami Armii Czerwonej ogłosiło alarm dla Twierdzy Poznań. Głównodowodzącemu garnizonu, generałowi majorowi Ernstowi Matternowi, który wcześniej pełnił funkcję komendanta poligonu w Biedrusku (Warthelager), podporządkowano wszystkie osoby, zarówno cywilne, jak i wojskowe, znajdujące się w obrębie twierdzy. Rozpoczęto natychmiastową ewakuację miasta. Piesze kolumny niemieckich uciekinierów, oraz przepełnione pociągi ewakuacyjne, głównie z ludnością cywilną, ruszyły na zachód.

Około godziny 18.00 Poznań opuścił Gauleiter Kraju Warty Arthur Greiser, zostawiając w chaosie i nieładzie cały aparat partyjny i administracyjny, który z rozkazu jego zastępcy miał zostać ewakuowany do godziny 21.00. Natomiast oddziały niemieckie przeznaczone do obrony Poznania przystąpiły w szybkim tempie do obsadzania wyznaczonych pozycji oraz ostatnich przygotowań. Obszar Festung Posen podzielony został na trzy główne odcinki obrony. Dowodzenie Odcinkiem „Wschód” (Abschnitt „Ost”) ― obejmującym lewobrzeżną część miasta ― powierzono Oberstowi Ernstowi Gonellowi, wcześniejszemu komendantowi poznańskiej V Szkoły Podchorążych Piechoty (V Fahnenjunkerschule der Infanterie in Posen), Odcinek „Zachód” (Abschnitt „West”) ― obejmujący prawobrzeżną część Poznania― majorowi Heinzowi Martinowi Ewertowi, szefowi II Grupy Szkoleniowej V Szkoły Podchorążych, natomiast Odcinek "Warta" (Abschnitt "Warthe") ― znajdujący się w obrębie twierdzy pas brzegowy wzdłuż rzeki ― majorowi Eberhardowi Hahnowi, komendantowi I Grupy Szkoleniowej tejże szkoły.

Odcinek „Wschód” podzielony został na trzy pododcinki. Dowodzony przez odznaczonego Krzyżem Rycerskim majora Ewerta odcinek „Zachód” podzielony został na dwa pododcinki: IV „Północ” (Unterabschnitt IV "Nord") i V "Zachód i Południe" (Unterabschnitt V "West und Süd"). Dokładna liczebność niemieckiego garnizonu Festung Posen w dniu rozpoczęcia walk pozostaje do dziś dość trudna do ustalenia. Najprawdopodobniej wynosiła ona około 15 000 żołnierzy, nie przekroczyła zaś na pewno 20 000 . Trzon garnizonu stanowiło około 1500 młodych junkrów z V Szkoły Podchorążych Piechoty, którzy wkrótce specjalnym rozkazem zostali automatycznie awansowani na Leutnantów. Znaczna część z nich objęła funkcje dowódców kompanii, plutonów i grup bojowych, a także doradców taktycznych.

Prócz Leutnantów z jednostek, które stacjonowały w Poznaniu w skład załogi Twierdzy włączono 500 Szkolno Zapasowy Batalion Dział Szturmowych (Sturmgeschutz Ersatz Und Ausbildungs Abteilung 500), kilka batalionów Ochrony Terytorialnej (Landesschutzen) oraz parę mniejszych jednostek fortecznych (Festungs Pak Abt. 102, Festungs MG Btl. 82. Festungs Pionier Kp. 66. itp.). Wartościowym wzmocnieniem obrony Festung Posen były baterie ciężkich armat przeciwlotniczych (Heimat Flak Batterien), których aż osiem stacjonowało w obrębie Poznania. W przypadku powyżej wymienionych jednostek określenie ich liczebności w pierwszych dniach walk nawet w przybliżeniu nie nastręcza większych trudności. Problem pojawia się w momencie próby policzenia pozostałych sił, włączonych do obrony miasta. Byli to bowiem żołnierze lub jednostki, przejęte przez komendanturę Twierdzy, bądź to w trakcie transportu na front, lub też, co zdaje się było rzadsze, były to oddziały lub pojedynczy żołnierze wycofujący się na zachód. Trafiali się też rekonwalescenci i urlopowicze. Tworzono z nich jednostki rezerwowe.

Warta wymienienia jest stworzona naprędce jednostka, która w czasie walk wykazała się sporą walecznością. Była to SS Kampfguppe Lenzer, złożona z różnego rodzaju żołnierzy SS, którzy w dniu ogłoszenia Poznania twierdzą, akurat się w nim znaleźli. Ustalenie ich dokładnej liczby będzie niestety niemal niemożliwe. Pewne jest jednak to, że liczby podawane jeszcze na początku walk przez gen. Matterna (12 000) ani te które znaleźć można w powojennych opracowaniach (Okęcki: 32 500, i Szumowski: 61 000), nie odpowiadają stanowi faktycznemu. Większa część garnizonu zajęła pozycje na wschodnim brzegu Warty, gdzie spodziewano się głównego rosyjskiego uderzenia. Pozostała część obrońców rozmieszczona zaś została w zachodniej części miasta.

Wykaz rosyjskich jednostek, które w różnych okresach walczyły w Poznaniu i jego okolicach też jest niestety niepełny. Trudno też jest ustalić dokładną liczebność wojsk rosyjskich w czasie walk o Poznań. Po pierwsze stany dywizji rosyjskich w momencie rozpoczęcia walk były już w pewnym stopniu uszczuplone, a pierwsze dni walk również znacząco je osłabiły. Pierwsze dane liczbowe (1 lutego 1945) o rosyjskich stanach osobowych dywizji piechoty 8 Armii Gwardii (27, 74 i 82 dywizje piechoty gwardii) wynosiły od 3800 do 4800 ludzi. Podobne stany osobowe posiadać musiały pozostałe dywizje piechoty zaangażowane w oblężenie miasta. Były to 117 DP i 312 DP (po dwa pułki) rozmieszczone we wschodnim obszarze Poznania.

W początkowym okresie w rejonie Poznania stacjonowały kolejne dwie dywizje piechoty gwardii 39 DP i 88 DP, które skierowano potem nad Odrę. O ile 39 dywizja do początku lutego brała udział w walkach w północno zachodniej części Poznania, to 88 dywizja do końca stycznia trzymana była tylko w odwodzie. Na początku lutego pozycje 39 DP przejęła 82 DP. Jeden pułk 39 DP pozostał w dyspozycji dowódcy 82 DP gen. Chetagurowa. Prócz dywizji piechoty w walkach brały udział inne jednostki wsparcia: artyleria, wojska inżynieryjne, wojska chemiczne i wojska pancerne. Wniosek jaki się tu nasuwa jest oczywisty: stosunek aktywnie walczących, żołnierzy piechoty zarówno po stronie rosyjskiej jak i niemieckiej był podobny lub minimalnie różny (w zależności od danego okresu). Przewagę, której niemieccy obrońcy nie byli w stanie w żaden sposób zniwelować, Rosjanie posiadali przede wszystkim w: artylerii, lotnictwie i czołgach. Niemieckie odwody, jednostki rezerwowe, już w dniu rozpoczęcia walk nie wyglądały wcale imponująco, a uzupełnianie strat w trakcie walk było z oczywistych względów niemożliwe. Rosjanie natomiast, mimo iż w tym czasie również mieli w pewnym stopniu ograniczone możliwości w uzupełnianiu strat, (vide przykład Cytadelowców), posiadali tą przewagę, że mogli tymi siłami dysponować w bardziej oszczędny sposób.

Wypad w kierunku Wrześni

20 stycznia 1945 zorganizowano naprędce wypad z Poznania w kierunku Wrześni. Należy się w nim doszukiwać próby rozeznania się w sytuacji na dalekich przedpolach Poznania niż poważnej próby powstrzymania nacierających Rosjan. W skład improwizowanej jednostki weszły trzy StuG-i z 500. Szkolno Zapasowego Batalionu Dział Szturmowych oraz pewna liczba junkrów z V szkoły. Jako swego rodzaju ciekawostkę uznać można fakt, że jedno z dział szturmowych, pozbawione było wieży a zatem również i armaty, a za ochronę załogi służyły dospawane na kształt pudełka, cztery płyty pancerne.
Oddział ten wkrótce natrafił na rosyjskie czołówki. Według Zbigniewa Szumowskiego miało to miejsce pod Czerniejewem. W nagłym starciu niemiecki oddział rozpoznawczy został rozbity i zanim zdołał się oderwać od nieprzyjaciela zniszczył jeden sowiecki czołg, ponosząc pewne straty (trudne do ustalenia dziś) i rankiem 22 stycznia resztki oddziału powróciły do Poznania.

Czołgi rosyjskie pod Poznaniem

22 stycznia pod Swarzędzem na wschód od Poznania pojawiły się czołówki pancerne. Jeszcze tego samego dnia, popołudniem dowódca VIII Korpusu Pancernego, gen. Iwan Driemow wydał rozkaz ataku w kierunku Poznania.
Wkrótce, po rozpoczęciu natarcia, 21. Brygada Pancerna Gwardii napotkała na zdecydowany opór i nie zdołała sforsować linii kolejowej łączącej Swarzędz i Franowo, jedynie stanowiąca jej awangardę kompania czołgów dotarła między Antonin i Antoninek, jednak skuteczny ostrzał dwóch baterii artylerii przeciwlotniczej (schwere Heimat Flak Bttr. 210 oraz schwere Heimat Flak Bttr. 211) z tzw. Flak Höhe zmusił ją do zajęcia pozycji obronnych między zabudowaniami Antoninka. W tym samym czasie 20. Brygada Pancerna Gwardii zajęła znajdujące się na Krzesinach zakłady Focke-Wulfa wraz z przyfabrycznym lotniskiem i zgromadzonymi na nim samolotami, a następnie dzięki polskim przewodnikom dotarła do Czapur. Z kolei atak 1. oraz 19. Brygad Pancernych Gwardii nie przyniósł spodziewanych efektów, w związku z tym gen. Driemow wstrzymał atak do rana.

Okrążenie północ- południe Czerwonak- Czapury

Po początkowym niepowodzeniu- próbie wdarcia się do miasta frontalnym atakiem i zajęciu go z marszu, dowództwo rosyjskie podjęło decyzję o oskrzydleniu Poznania. To wiązało się oczywiście z przeprawą przez Wartę. Wymijając niemiecką obronę rosyjskie jednostki dotarły rzeki, na południe od Poznania w okolicach Czapur. Na zachodni brzeg Warty po lodzie przeprawiły się czołówki oddziałów rozpoznawczych. Jak podaje Zbigniew Szumowski żołnierze radzieccy rozbili niemieckie oddziały, które otoczyły przyczółek. Jednak ponad wszelką wątpliwość stwierdzono, że żołnierze niemieccy mieli kategoryczny zakaz podejmowania na dalekich przedpolach miasta.

Korzystając z silnego mrozu żołnierze rosyjscy rozpoczęli wzmacniać pokrywę lodową rzeki stosując metodę tzw. „drewnolodu”, ponieważ dotychczas była ona nieprzejezdna nawet dla lekkich wozów bojowych. Jednak podczas próby przeprawienia działa pancernego, lód został załamany. Na zachodnim brzegu pozostały tylko lekkie pojazdy i piechota.
Tymczasem na północ od Poznania rankiem 22 stycznia, ubezpieczająca dotychczas lewą flankę XI Korpusu Pancernego Gwardii, 40. Brygada Pancerna Gwardii przesunięta została w rejon Promnic. Jej głównym zadaniem było rozpoznanie dróg prowadzących do Warty w rejonie Czerwonaka.

W tym samym czasie wydzielony oddział 45 Brygady Pancernej Gwardii, którą dowodził pułkownik Nikita Morgunow, otrzymał zadanie opanowania mostu na Warcie pod Bolechowem (Warthelager Brücke). Do obrony tego mostu przeznaczono co najmniej jedną kompanię ze szkoły junkrów Waffen SS w Owińskach (SS Junkerschule Treskau). Silniejszy niż przewidywano opór wojsk niemieckich uniemożliwił podjęcie działań z zaskoczenia i skomplikował realizację postawionego zadania. Najbliższe mosty na Warcie znajdowały się w Obornikach. Z zadaniem zdobycia tej przeprawy wysłano 44 Brygadę Pancerną Gwardii pułkownika Josifa Gusakowskiego. Pozostałe wojska w tym rejonie miały zaś ograniczyć swoje działania do aktywnego rozpoznania północno-wschodnich rubieży Poznania .

Wraz z nastaniem następnego dnia, tj. 23 stycznia 1945 roku, wojskom 11. korpusu wciąż nie udało się przedostać na lewy brzeg Warty. Około godziny 9.00 rano, Niemcy wysadzili w powietrze most pod Bolechowem co zmusiło Rosjan do szukania innej przeprawy przez rzekę na północ od Poznania. Wspomniany "rajd" 44. Brygady w nocy z 21 na 22 stycznia zakończył się fiaskiem z powodu dobrze zorganizowanego, silnego oporu przeciwnika, którego Rosjanie ― mimo wsparcia artyleryjskiego, w postaci ostrzału prowadzonego przez cały dywizjon artylerii rakietowej i kilku czołgów wraz desantem ― nie zdołali przełamać. Mosty ―- drogowy i kolejowy ― pozostały w rękach niemieckich. Wspomniane czołgi radzieckie zaś, którym ciasna zabudowa ograniczała możliwości manewru, zostały odcięte i zniszczone.

Wobec tych niepowodzeń dowódca korpusu pułkownik Babadżian wydał rozkaz przeprawy przez Wartę w rejonie Miękowa (ok. 10 km na północ od Poznania), jako że warunki terenowe w tym miejscu (tj. odpowiedni brzeg i dojścia do rzeki itp.) wydawały się ku temu najodpowiedniejsze. Jako pierwszy na zachodni brzeg Warty przeprawił się batalion kapitana Urukowa. Zaś improwizowana przeprawa wpław na tratwach zbitych z wrót od stodoły okazała się sporym sukcesem. Jak podaje Zbigniew Szumowski, zaskoczenie było pełne, toteż napotkano minimalny opór ze strony niemieckiej.

Pamiętać należy, że także tu, podobnie jak w południowej części miasta, wysunięte posterunki niemieckie miały ograniczyć swoją działalność do obserwacji i jednocześnie unikać wszelkiej walki na dalekich przedpolach miasta .
Nocą z 23 na 24 stycznia Wartę sforsowały kolejne trzy bataliony. W tym czasie podjęto również decyzję o budowie przeprawy, dzięki której przerzucić można byłoby na drugi brzeg rzeki ciężki sprzęt w postaci dział pancernych i czołgów.
Mimo niedogodnych, warunków terenowych, zdecydowano się postawić 60 tonowy most na Warcie na wysokości stacji kolejowej w Czerwonaku.

Przyczółek wciąż się rozrastał, a przy pomocy 236. Batalionu Transportowego Do Zadań Specjalnych, wyposażonego m.in. w samochody amfibie, dostarczono nań sześć baterii armat przeciwpancernych, trzy baterie moździerzy oraz wiele innych . Prąc dalej na wschód, jednostki rosyjskie okrążyły Poznań, łącząc się z jednostkami, które sforsowały Wartę pod Czapurami, a także przy okazji odcięły wszystkie linie komunikacyjne prowadzące na północ od miasta. Ponieważ w dowództwie rosyjskim istniała obawa że przeprawy przez Wartę będą narażone na ataki niemieckiej Luftwaffe, podjęto decyzję o wypadzie w kierunku lotniska na Ławicy. Rajd grupy dowodzonej przez majora Iwana Mironowa złożony z trzech samochodów pancernych i czterech transporterów opancerzonych w nocy z 23 na 24 stycznia zakończył się zniszczeniem ponad 100 stacjonujących tam samolotów.

Zamknięcie okrążenia

25 stycznia zamknięto definitywnie pierścień okrążenia wokół Poznania. Na północ od miasta przeprawiła się 39 Dywizja Piechoty Gwardii po czym zajęła pozycje od Naramowic aż po Golęcin. W początkowym okresie walk jej zadania ograniczyć się miały do aktywnej blokady północnego frontu twierdzy. Sytuacja bowiem wciąż była niepewna, lecz istniała szansa na przełamanie obrony na południu.

Pod pojęciem aktywnej blokady kryły się: ostrzał artyleryjski, i sporadyczne acz zażarte ataki rosyjskich pułków, które w ciągu pierwszych dni ze sporym sukcesem były skutecznie odpierane.
Wojska niemieckie zamknięte w Poznaniu od tej pory skazane były jedynie na „most powietrzny”, przy pomocy, którego zaopatrywano twierdzę w amunicję i żywność , a także do pewnego momentu (5 lutego 1945) istniała również możliwość ewakuowania rannych. Potem działania transportowe Luftwaffe ograniczyły się jedynie do zrzutów zaopatrzenia na spadochronach, jednak z różnym skutkiem.

Przełamanie Obrony

Po dwóch dniach walk, 27 stycznia 1945 roku obrona niemiecka na południu Poznania nie wytrzymałem pod rosyjskim naporem. W ciągu trzech, poprzedzających przełamanie obrony, dni żołnierze niemieccy broniący południowego frontu twierdzy poddawani byli coraz to groźniejszym atakom. W skład obrony w okolicach Lubonia, Dębca i Żabikowa weszły następujące jednostki 475 Batalion Ochrony Terytorialnej (Landesschützen Btl. 475), który co prawda należał do odcinak „Warta”, ale szybko został uwikłany w walki. Trzonem obrony w tym rejonie były dwa bataliony żołnierzy Luftwaffe: "Degive" i "Rogalsky". I to właśnie temu drugiemu oddziałowi, złożonemu w większości z niedoświadczonych żołnierzy wojsk lotniczych przypisuje się spory udział w przełamaniu obrony przez Rosjan.

Z niewyjaśnionych do końca przyczyn przynajmniej część kompanii tego batalionu opuściła swoje pozycje nie informując o tym fakcie dowództwa. W liniach obronnych powstała pokaźna luka, w którą dosłownie „wlali” się nacierający Rosjanie. W utrzymaniu frontu południowego nie pomogła też podwójna bateria RAD (Doppel RAD Batterie), uzbrojona
w sześć armat kalibru 88 milimetrów. Bateria ta transportem kolejowym przybyła do Poznania 21 stycznia i po zaledwie sześciu dniach walk została unicestwiona. Obrona niemiecka na południu Poznania przestała istnieć.

Walki na Odcinku Zachód (Abschnitt WEST)

Walki na zachodzie i na północy Poznania miały zgoła inny charakter niż te toczone w rejonie Lubonia i Żabikowa. Po sforsowaniu Warty naprzeciwko żołnierzy odcinka "Zachód" stanęli żołnierze 11. Brygady Pancernej i 39. DP Gwardii z początkowym zadaniem blokowania twierdzy i uniemożliwieniu ucieczki zgromadzonym w niej niemieckim oddziałom. Jednak w myśl zamierzeniem dowództwa rosyjskiego: wbicia się klinami, przez miasto w kierunku Cytadeli również i na północy podjęto szturmy na linie obronne.

Pierwsze ataki rosyjskie zostały skutecznie odparte przez żołnierzy Hauptmanna Prassera, dowódcy pododcinka „Północ”. Aktywny udział w obronie brały również udział dwie baterie artylerii przeciwlotniczej (216 i 234 baterie).
Podobnie pierwsze dwa dni po zamknięciu pierścienia wyglądały na zachodnim odcinku obrony Twierdzy. Jeszcze 25 stycznia z Poznania próbowano wysłać transportem kolejowym ludność cywilną i rannych żołnierzy. Pociąg ten jednak został zatrzymany i ostrzelany ogniem broni maszynowej po opuszczeni dworca Poznań Górczyn. Mocno zaangażowane w walki w tym rejonie były kolejne dwie baterie armat przeciwlotniczych (schwere Heimat Flak Batterien 209. u. 230.).

Bardzo szybko korzystając z przełamania obrony niemieckiej w rejonie Dębca Rosjanie sporymi siłami wyszli na tyły fortów wchodzących w skład zachodniego pasa fortyfikacji. Dwa z nich forty: IX (Brünneck) i VIIIa (Rohr) wpadły w ręce rosyjskie. Pozstałe zaś opanowano w konsekwencji nieporozumienia a wręcz niekompetencji dowódców niemieckich. Załogi tych fortów utraciły kontakt z Cytadelą (lub tak tylko utrzymywały) i w obawie przed odcięciem, nie podejmując próby przebicia się do Cytadeli uciekły na zachód w kierunku Odry. W tak i sposób Rosjanie zajęli forty VIII (Grolman), VIIa (Strotha) i VII (Colomb), w których pozostawiono jedynie rannych lub niezdolnych do walki.

Warto nadmienić, że wśród jednostek, które wówczas opuściły swoje pozycje znalazły się również zwarte pododdziały 15. poznańskiego Batalionu Volkssturmu- jedynego spośród czterech utworzonych w Poznaniu, który walczył w jego obronie. Ogromna luka, jak w wyniku tych działań w niemieckich szeregach obronnych powstała skutecznie wykorzystana została przez Rosjan. Bardzo szybko, mimo zdecydowanego oporu poddziałów SS Kampfgruppe Lenzer i Polizei Regiment Schallert, oraz paru pomniejszych jednostek, opanowano Jeżyce aż do okolic mostu Teatralnego.

Walki na odcinku Wschód (Abschnitt OST)

Po natrafieniu na zaskakująco silny opór na wschodzie Poznania Rosjanie w pierwszych dniach walk skupili swoją uwagę na pozostałych odcinkach. Stopniowo jednak zmusili żołnierzy niemieckich do ciężkich walk, w których Niemcy wykrwawiając się do oddawania bronionego terenu. Wkrótce forty znajdujące się w południowo- wschodnim rejonie obrony zostały odcięte i odizolowane od głównych linii obronnych. Przez pewien czas na wschodnim brzegu Warty operowały pojazdy najcenniejszej bodajże jednostki niemieckiej broniącej Poznania: Pancernej Rezerwy Uderzeniowej (Panzer Stossreserve). Składała się ona (według najnowszych ustaleń) głównie z około 20 Stug-ów i Stuh-ów. Te pierwsze pochodziły z 500 Batalionu Dział Szturmowych, natomiast wspomniane haubice przejęto gdy przybyły one do Poznania z transportem dla dywizji Grossdeutschland.

Prócz nich znalazł się w niej jeden niszczyciel czołgów typu „Hetzer”, jedna nieustalonego typu haubica samobieżna. Najcenniejszą bronią Pancernej Rezerwy Uderzeniowej były czołgi: jeden PzKpfW IV (wersja G lub H- zdjęcia z kroniki filmowej nakręconej po zakończeniu walk niestety tego nie wyjaśniają) dwa PzKpfW V "Panther" oraz jeden PzKpfW VI "Tiger". Pojazdy te używane były jako "straż pożarna". Korzystano z ich mobilności i siły ognia; pojawiały się wszędzie tam gdzie groziło niebezpieczeństwo załamania obrony, lub gdy już to nastąpiło, używano ich by ją odtworzyć.

Jak wspomniano używane były wszędzie tam gdzie wymagała tego sytuacja, także na odcinku „Wschód”, gdzie w forcie Rauch stacjonowała część jej pojazdów. Kiedy jednak nastąpiło zagrożenie odcięciem ich na wschodnim brzegu z dala od Cytadeli, która była ich bazą na zachodnim brzegu Warty (trzymano tam i paliwo i amunicję, oraz stacjonowały tam załogi zapasowe), rozkazem dowódcy Twierdzy wycofane je wszystkie na zachodni brzeg. Rosjanie już na samym początku walk na odcinku „Wschód” dowódca atakujących oddziałów rosyjskich generał Czujkow wystosował ultimatum do Obersta Gonella:

Do oficerów i żołnierzy okrążonego miasta Poznania! Miasto Poznań jest okrążone i nie ma z niego odwrotu. Ja, generał Czujkow, który rozbiłem waszą 6. armię gen. Paulusa w Stalingradzie, proponuje wam natychmiastowe złożenie broni i oddanie się do niewoli. Gwarantuje wam życie i powrót do ojczyzny po wojnie. W przeciwnym razie będziecie zniszczeni i z waszej winy wraz z wami zginą także mieszkańcy Poznania. Podnieście więc białe flagi i śmiało idźcie w stronę naszych wojsk.

Wezwanie to pozostało bez odpowiedzi. Po wycofaniu na drugi brzeg Warty pojazdów pancernej rezerwy uderzeniowej siły obrońców uległy sporemu uszczupleniu. Trzonem broniących się na wschodnim brzegu Warty żołnierzy niemieckich pozostawali żołnierze z V szkoły Wehrmachtu, jednak i oni nie byli w stanie powstrzymać naporu Rosjan, którzy sukcesywnie zdobywali teren.

Zmiana na stanowisku komendanta Twierdzy

Wraz z ostatnim dniem stycznia nastąpiła zmiana na stanowisku dowódcy broniącego się garnizonu. Dotychczasowego dowódcę gen maj. Ernsta Matterna rozkazem Reichsfuhrera Himmlera zastąpił wspominany już płk (Oberst) Ernst Gonnell. Płk Gonnell przed rozpoczęciem walk był komendantem V szkoły w Poznaniu
a w pierwszych dniach walk dowodził obroną odcinka "Wschód".

Sytuacja na początku lutego

Wraz z początkiem lutego do centrum miasta od strony jego południowych dzielnic Wildy i Łazarza wkroczyły rosyjskie grupy szturmowe. Rozpętały się wówczas ciężkie i zacięte walki w wśród domów i zaułków Starego Miasta. Doraźne stworzona niemiecka Kampfgruppe „Mitte” przyjęła na siebie największy impet rosyjskiego uderzenia. Wkrótce rozgorzały walki wokół Zamku, który już w tym czasie przekształcony został w lazaret, w którym znajdowało się kilkuset rannych niemieckich żołnierzy.

Na początku lutego operował w tym rejonie „Tygrys”. Na tym samym obszarze ze względu na jego ogromne znaczenie strategiczne znajdowała się elitarna "Kampfgruppe Lenzer" pod dowództwem Obersturmbannführera Lenzera. Był prawdopodobnie 2 lutego. Siegert został wezwany do Lenzera i otrzymał rozkaz zlikwidowania czterech rosyjskich czołgów stojących na Kaponierze. „Tygrys” wyjechał z ulicy Kościuszki z działem ustawionym na godzinę „dziewiątą”. Zaskoczenie było pełne: Rosjanie stali przed swoimi czołgami i palili papierosy. Akcja trwała krótko. Już po paru chwilach wszystkie rosyjskie pojazdy zostały zniszczone bądź uszkodzone. Za tę akcję bojową załoga otrzymała od Lenzera butelkę ponczu.

Ostatecznie Rosjanie zdobyli rejon zamku pod wieczór 2 lutego. Trwały nadal uporczywe walki w rejonie ulic Święty Marcin, 27 Grudnia, Pocztowej (ob. ul. 23 lutego) plac Cyryla Ratajskiego jak również o place: Wiosny Ludów i Bernardyński. Płonęły całe kwartały ulic w rejonie Starego Rynku. Sytuacja w zachodniej części miasta była już w zasadzie wyjaśniona. Niemieckie oddziały zostały dosłownie wymiecione z ich dotychczasowych pozycji, a tu i ówdzie głównie w kierunku Cytadeli próbowały się przebijać pojedyncze grupki żołnierzy niemieckich. Wśród sił broniących Festung Posen znalazły się też oddziały węgierskie. Na północy Poznania walczył batalion węgierskich podchorążych. Ewakuowani w połowie stycznia z okolic Budapesztu, Węgrzy, w sile ok. 450 ludzi, już 20 stycznia znaleźli się w koszarach na Golęcinie, a 22 stycznia zajęli swoje stanowiska.

Jako uzbrojenie węgierscy żołnierze otrzymali pochodzące z okresu pierwszej wojny światowej karabiny typu Manlicher, wraz z niewielką ilością amunicji (po 5 nabojów), a z czasem wyposażono ich w Panzerfausty. Nie starczyło jednak dla nich hełmów i tym podobnego podstawowego wyposażenia. I to właśnie z tym oddziałem wiążą się losy północnego odcinka obrony Poznania. 28 stycznia nastąpił na tym odcinku kolejny rosyjski atak, a tym razem jego cały impet skierowany został przeciw węgierskim żołnierzom rozmieszczonych na obszarze od jeziora Rusałka po Winiary (klasztor sióstr Pasterek). W wyniku rosyjskiego natarcia na ich pozycje wielu z nich zostało zabitych lub rannych. Zmuszeni do odwrotu, Węgrzy wycofali się do budynków mieszkalnych (stojących wzdłuż ulicy Obornickiej).

Rosjanie zdobyli również klasztor ss. Pasterek, w którym mieścił się punkt dowodzenia węgierskiego batalionu. Ocalali żołnierze zostali zreorganizowani, a następnie, po wzmocnieniu, przeszli do kontrataku. Jak podaje węgierski podchorąży Anton Szabadkai, uczestnik tych wydarzeń, w kontrataku, wzięły udział dwa czołgi. W wyniku kontruderzenia odepchnięto Rosjan i odbito klasztor. Jednakże dla blisko czterdziestu rannych i wziętych do niewoli Węgrów było już za późno. Znaleziono ich martwych, w budynku klasztornym lub w jego pobliżu ― każdy otrzymał strzał w głowę…

Wydarzenia tego dnia kompletnie rozbiły Węgrów psychicznie, co potwierdzają słowa Oberleutnanta Lohsego dowódcy Grupy Bojowej walczącej w tym czasie w rejonie Golęcina i Sołacza, który z pewnością już po opisanym rosyjskim ataku patrolował Lasek Golęciński:

(…) W drodze powrotnej mija nas dwóch Węgrów, z karabinem maszynowym na sankach. Opuścili oni swoje stanowisko. Na moje pytanie, dokąd zmierzają, odpowiadają jakby nigdy nic: „Do domu! Do ojczyzny!” Takie nastroje panują u naszych sojuszników.

Od tego dnia batalion węgierskich podchorążych nie walczył już w Poznaniu jako zorganizowana jednostka. Pozostałych żołnierzy tej jednostki, w grupach po 6 ― 8 ludzi, rozdzielono do różnych oddziałów niemieckich. W następnych dniach osłabiona i zdemoralizowana obrona nie wytrzymała zmasowanych ataków Rosjan w rejonie Golęcina, którzy głębokim klinem wbili się w niemieckie pozycje obronne w dzielnicy Sołacz. Wraz z początkiem lutego przerzucona z wschodniego brzegu Warty 82 DP gw. po przejęciu dotychczasowych pozycji 39 DP gw. uderzyła na forty północnego pasa obrony. Silna i skuteczna do tej pory obrona została przerwana a forty otoczone i odizolowane. W wyniku tego natarcia Rosjanie znaleźli się w bezpośrednim sąsiedztwie północnego przedpola Cytadeli.

Walki w gęsto zabudowanym centrum Poznania, oraz uporczywa obrona fortów na północy Poznania, jedynych które jeszcze nie wpadły w ręce rosyjskie sprawiły, że tempo i rozmach walk nieco spadły. Siły atakujących zostały z pewnością nadwyrężone. Mimo to Rosjanie bardzo sprawnie poruszali się w pasie zachodniego brzegu Warty.
Na wschodnim odcinku obrony pozostawały jeszcze uporczywie broniące się odosobnione punkty oporu: poszczególne forty, rejon dawnej strzelnicy (obecnie Park Tysiąclecia) oraz przyczółek obejmujący Śródkę i Ostrów Tumski. Do 7 lutego Rosjanie całkowicie już opanowali Rataje, i z obu stron rzeki dotarli na wysokość mostu Chwaliszewskiego grożąc pozostającym na wschodnim brzegu Warty jednostkom niemieckim całkowitym odcięciem.

W obliczu tej beznadziejnej sytuacji Generalmajor. Gonell (Gonella awansowano do stopnia generała majora 10 lutego) wydał, pozostającym na wschodnim brzegu Warty jednostkom, rozkaz wyjścia z oblężonej Twierdzy i przedostania się do niemieckich pozycji na Pomorzu. Nocą z 15 na 16 lutego blisko dwa tysiące niemieckich żołnierzy przeniknęło przez rosyjskie pozycje na północno- wschodnich obrzeżach miasta. Tak tę chwilę wspomina Leutnant Wilhelm Berlemann:

Wymarsz żołnierzy odcinka wschodniego przewidziano na godzinę 22.00. Musimy zostawić rannych; nie podołają wysiłkowi, jaki nas czeka. Dlatego nie widzą o nadchodzącej akcji. Taka informacja mogłaby wywołać panikę. (…) Dodatkowo każda kompania, albo porównywalna jednostka zajmująca pozycję w pierwszej linii, ma zostawić grupę prowadzącą dalej ostrzał linii wroga tak, aby ten możliwie najpóźniej dowiedział się o przerwaniu okrążenia. (…) Jeśli przejdziemy przez pierwszą linię, reszta już jakoś pójdzie. Dlatego bierzemy tyle broni i amunicji, ile damy radę udźwignąć. Prowiant tylko na pierwsze godziny, potem coś znajdziemy. Liczymy, że dotrzemy do niemieckich pozycji przebiegających teraz w poprzek Pomorza Zachodniego, w ciągu czternastu dni.

Jednak niewielu z nich to zadanie się udało. Przedzierając się w niewielkich grupkach, byli wyłapywani i częstokroć likwidowani bądź to przez jednostki rosyjskie, bądź lokalne milicje z wiosek na północ od Poznania.

Szturm Cytadeli

Ostatecznie do 17 lutego 1945, Niemcy zostali zepchnięci do obszaru Cytadeli i jej bezpośredniej okolicy. W rękach niemieckich prócz pojedynczych obiektów na południowym przedpolu i kompleksu domów na północnym przedpolu i oczywiście całego kompleksu Cytadeli nie pozostawało już nic. Ostatnim zadaniem jakie stało przed wojskami rosyjskimi było zdobycie Cytadeli. Zadanie to bynajmniej nie należało do najłatwiejszych.

Do pierwszego szturmu w dniu 18 lutego wyznaczono oddziały szturmowe z pułków 74. i 82. Dywizji Piechoty Gwardii. Po przygotowaniu artyleryjskim wspomniane grupy ruszyły do natarcia i po kilkugodzinnych, wyczerpujących walkach udało się im opanować zaledwie część cmentarza rozciągającego się na stokach Cytadeli. Walki wyczerpały już i tak mocno nadwyrężone siły atakujących Rosjan. Postawiony w sytuacji, w której dalszy szturm uzależniony miał być od dopływu uzupełnień, wojenny komendant miasta Poznania płk Nikołaj Smirnow, polecił sformowanie z milicjantów VII Komisariatu dwóch plutonów, które po uzbrojeniu miały wspomóc atakujących na Cytadelę Rosjan. Milicjanci, którzy popołudniem dotarli na wyznaczone pozycje, nieco odciążyli Rosjan, którzy tym samym większymi siłami mogły zaatakować wyznaczone cele. Pod wieczór udało się zdobyć przyczółki po drugiej stronie fosy.

Zaraz po uchwyceniu przyczółków zaczęto budowę mostu, którym można by w łatwiejszy sposób przenucić resztę wojska do wnętrza Cytadeli. Jednak rankiem 19 lutego most został przez Niemców zniszczony, a udany kontratak odrzucił Rosjan z powrotem na stoki cmentarne Cytadeli. Z racji, że Rosjanie utracili zdobyte w ciężkich walkach z poprzednich dni pozycje nastąpiła konieczność wyprowadzenia kolejnego szturmu. 20 lutego od godziny 6.30 rozpoczęto przygotowanie artyleryjskie, po którym blisko dwie godziny później ruszyły do ataku grupy szturmowe 82. DP gwardii. Tym razem znów udało się uchwycić przyczółki po drugiej stronie fosy i tym samym natychmiast rozpoczęto budować mosty. Z podobnym skutkiem atakowały grupy szturmowa 74. DP gwardii. Pod koniec dnia zaczęto dalszy werbunek poznaniaków do pomocy Rosjanom. Tym razem już na znacznie większą skalę. Nie zawsze jednak było to ze strony Poznaniaków w pełni dobrowolne. Jak podaje T. Świtała wieczorem 20 lutego było już ich około 1300.

W międzyczasie na północnych przedpolach Cytadeli, charakteryzujących się zupełnie innym ukształtowaniem terenu (w którym dominowały otwarte przestrzenie), Rosjanom wcale tak łatwo nie szło. Niemal całe teren znajdujący się na północ od Cytadeli, był pod kontrolą jedynego w Poznaniu "Tygrysa". Uszkodzony w wyniku ostrzału artyleryjskiego
i nie zdolny do jazdy o "własnych siłach", "Tygrys" został przeholowany w okolice al. Za Cytadelą i z tego miejsca powstrzymywał rosyjskie ataki. Dowodem na jego skuteczność jest liczba czołgów i dział przeciwnika, które w tym rejonie jego celnym ogniem zostały zniszczone.

Sytuacja w kolejnym dniu oblężenia Cytadeli (21 lutego) pozostawała bez najmniejszych zmian. Jedynym wyjątkiem w porównaniu z poprzednimi dniami, było to, że wreszcie udało się zbudować i utrzymać mosty, którymi przerzucono na drugi brzeg fosy działa przeciwpancerne. Polacy dzielnie współdziałali z żołnierzami rosyjskimi i mimo że w większości nie walczyli z bronią w ręku niebezpieczeństwo nad tymi ochotnikami wisiało niemal cały czas. Wspomina jeden z uczestników walk o Cytadelę Kazimierz Chodzicki:

Zaprowadzono nas na stoki Cytadeli, tam przejął nad nami komendę jeden ze starszynów radzieckich i poprowadził nad samą fosę. Tam otrzymaliśmy bardzo trudne zadanie, a mianowicie, przeniesienie rannych oficerów radzieckich, którzy byli już po drugiej stronie fosy, tj. na samej górze Cytadeli. Pod obstrzałem musieliśmy się dostać po drabinie na drugą stronę… odczekaliśmy na moment, gdy nieprzyjaciel na chwileczkę przestał prażyć ogniem z ckm, przedostaliśmy się, tam znaleźliśmy jednego z kapitanów i tak jak w tę, tak i w powrotną stronę trzeba było dużo ostrożności, żeby życia się nie pozbawić… Po oddaniu tego kapitana do punktu zbornego powierzono nam drugą misję: dostarczanie amunicji i żywności na drugą stronę.

Walki z podobną zaciętością trwały jeszcze przez cały kolejny dzień (22 lutego). W obliczu rosyjskiej determinacji, i ogromnego poświęcenia Polaków, słabnący i coraz bardziej wyczerpani Niemcy stawiali coraz bardziej desperacki i beznadziejny opór. Zdobycie Cytadeli pozostawało już zaledwie kwestią godzin. Po południu 22 lutego generał major Gonell po odbyciu narady z dowódcami grup bojowych wydał rozkaz podjęcia ostatniej próby wydostania się z oblężonej twierdzy. Termin jego wykonania wyznaczono na godzinę 24.00 w nocy, 23 lutego. O godzinie 1.00 próby wyłamania dokonało kilkuset kolejnych żołnierzy. Była to jednak inicjatywa oddolna, nie zatwierdzona jakimkolwiek rozkazem.

Nastąpiła kolejna narada, w czasie której podjęto możliwość ewentualnej kapitulacji. W międzyczasie do Rosjan, jako parlamentariusz, wysłany został dr Geuder, główny lekarz w broniącej się Cytadeli, jednak propozycja kapitulacji została przez Rosjan odrzucona. Dlaczego Rosjanie przedłużyli walki o Cytadelę? Odpowiedź jest prozaiczna.
Dzień 23 lutego był świętem Armii Czerwonej i z "prikazem" uczczenia święta, zdobyciem Cytadeli ruszyły do ataku rosyjskie pułki wspierane polskimi ochotnikami. Co ciekawe w swoich wspomnieniach, węgierski żołnierz, który znajdował się w tym czasie na Cytadeli podaje, że Rosjanie przez głośniki podawali, że ten dzień jest świętem Armii Czerwonej i że dlatego właśnie muszą zdobyć Cytadelę.

Ostateczny szturm Cytadeli rozpoczął się zaraz po północy z 22 na 23 lutego. Zatem zgodnie z zapowiedziami do ataku ruszyły rosyjskie grupy szturmowe wspierane już przez blisko 2000 poznaniaków, zmobilizowanych w ramach uzupełnień wykrwawionych dywizji. Wybudowanie i utrzymanie dostatecznej liczby przepraw przez fosę, sprawiło, że wewnątrz Cytadeli, znalazła się odpowiednia liczba żołnierzy, a nawet czołgi. Zaciętość z jaką Rosjanie nacierali była godna podziwu. Niemcy stopniowo byli spychani w kierunku północno wschodniego krańca Cytadeli. Kiedy w godzinach rannych padły ruiny Koszar, dowódca twierdzy generał major Gonell podjął decyzję o kapitulacji. Sam jednak w momencie, kiedy Rosjanie podchodzili do pomieszczeń Reduty IV, gdzie mieścił się jego sztab, popełnił samobójstwo.

Nastał koniec walk o Poznań. Ci z żołnierzy niemieckich, którzy nie podjęli prób ucieczki oczekiwali tylko, aż Rosjanie pojawią się i wezmą ich do niewoli. Grupki żołnierzy niemieckich sprowadzano w dół do podnóży Cytadeli, by stamtąd całą wielką kolumną przeprowadzić przez miasto do tymczasowych obozów jenieckich rozrzuconych po całym Poznaniu. W trakcie tego przemarszu, a także w kolejnych dniach, żołnierze niemieccy byli bici, kopani, opluwani. Natomiast wszystkich tych, którzy nie byli w stanie dotrzymać tempa, żołnierze rosyjscy zabijali na miejscu. Wielu z żołnierzy niemieckich, którzy to przeżyli, wspomina te chwile, jako najstraszniejsze w swoim życiu. Rozmieszczono ich w kilku obozach na terenie miasta.

Po zakończeniu walk nastąpił jeszcze jeden tragiczny akt w historii Festung Posen. Wszystkich tych rannych żołnierzy, w Cytadeli, którzy nie byli w stanie opuścić jej kazamat o własnych siłach Rosjanie przy pomocy miotaczy ognia żywcem spalili. Zresztą nie był to odosobniony przypadek, gdyż takie rzeczy miały miejsce również kilka dni wcześniej
w fortach na północy Poznania. Po blisko miesiącu walk Twierdza Poznań padła. Straty jakie ponieśli w wyniku walk poniosły walczące strony były następujące: Niemców poległo około 5000, z kolei Rosjan poległo blisko 6000. Z blisko 2000 poznaniaków, którzy na różne sposoby pomagali przy szturmie Cytadeli życie straciło około 104. Wciąż jednak trudne do oszacowania są straty jakie ponieśli cywilni mieszkańcy Poznania.


Bibliografia:

Baumann Günter, Bastion an der Warthe, Düsseldorf 1992/95
Berlemann Wilhelm, Z Poznania na Zachód. Przeżyć na tyłach wroga, Poznań 2005
Csikós Gabor, A Poznani Csata, Budapeszt 1995
Karalus Maciej, Jerzak Jarosław, Pancerna Rezerwa Uderzeniowa Poznań 1945, Poznań 2006
Karalus Maciej, Luboń 1945. Przełamanie obrony Festung Posen, Poznań 2007
Krzyżaniak Michał, Pododcinek IV/Północ, Poznań 2008
Lohse Heinrich, Grupa bojowa "Lohse", Poznań 2007
Okęcki Stanisław, Wyzwolenie Poznania 1945, Warszawa 1975
Siegert Richard, Tygrys z Poznania, Poznań 2005
Szumowski Zbigniew, Bitwa o Poznań, Poznań 1971
Szumowski Zbigniew, Boje o Poznań, Poznań 1980
Świtała Tadeusz, Poznań 1945. Kronika wydarzeń, Poznań 1986
Ziegler Armin, Posen Januar 1945. Evakuierung und flucht der deutschen Zivilbevolkerung der stadt Posen im Januar 1945, miejsca wyd. nie podano 1989

 


 

Copyright: Stowarzyszenie Pomost, kopiowanie materiałów ze strony bez zgody autora zabronione

www.pomost.net.pl

projekt: fryga.com